wtorek, 29 listopada 2011

Wiesław Kazanecki „Wiersze”

Kazanecki Wiesław; Kiedy miłość stała się już zabawką nakręcaną...;
Kiedy miłość stała się już zabawką nakręcaną
Kobietą do ubierania i rozbierania
Kobietą do rysowania na jej skórze
figur geometrycznych i pejzaży
kiedy miłość już stała się kobietą

stworzyłem dla niej okno
i swoje ręce
stworzyłem dla niej dzień noc
a nawet
ziemię próbowałem stworzyć.


Kazanecki Wiesław; Koniec bitwy;
Kiedy brakło już ludzi
karabiny strzelały same.

Potem pociski
uczyły się anatomii człowieka.
na czarnej tablicy
wskazywały:
tu była głowa
tu – serce.


Kazanecki Wiesław; Lecz nigdy przenigdy śmiech;
Pierwszy krzyk albo
płacz albo milczenie – pierwsza
ślepota -
lecz nigdy przenigdy śmiech.

Z nie dojedzonym jabłkiem w ustach.
Z nie zapłaconym rachunkiem za ogień
i próbę zbawienia.

Z powrozem mlecznej drogi
na przegubach rąk.

Karykatura serca
z komorami na miłość
i gaz.


Kazanecki Wiesław; Oto krajobraz czytany od...;
Oto krajobraz czytany od końca:

Rzym podnosi się z upadku
wojska barbarzyńców wycofują się poza granice
cesarstwa
Dzieje się to równocześnie
jakby
dwa skrzydła ruchomego mostu
powracały do pozycji pionowej przy skrajnych
nadbrzeżnych przęsłach.

Wódz Germanów
nie wysłał jeszcze rozkazu wymarszu na południe,
jeszcze słucha ostrożnych doradców,
patrzy na mapę Imperium
i czuje tylko lęk.
P
o
 w
  o
   l
    i
dobiega początku
krwawo stłumione w zaalpejskiej
Galii,
a wszyscy wierzą jeszcze w wieczność
świętej stolicy cezarów.


Kazanecki Wiesław; Piątek;
przebacz
zapomniałem ciebie pokochać
tak bardzo spieszyliśmy się

uwielbiam cię
gdy w kolejce po szynkę
odrzucasz włosy na bok
jak otrzymana przez pomyłkę
resztę
gdy w zupie topisz marzenia
jak maggi potrzebną
do smaku
gdy wyławiasz topielców z talerza
bo nie smakuje mi
pływające na wznak
zielsko
uwielbiam cię kiedy uśmiech łatasz
szczerością
abym uwierzył, że jesteś
szczęśliwa

i kiedy z wysiłkiem przekręcasz kontakt
aby zaświecić w oczach iskierkę
miłości

Jodi Picoult „Czarownice z Salem Falls”

Jodi Picoult postanowiła żyć z pisania powieści. Przede wszystkim – chapeau bas, że jej się udało. Może jednak zaczęłam od złej książki, ale mnie jej pisarstwo znudziło. W bibliotece były tylko „Czarownice z Salem Falls” i przez pryzmat tylko tej powieści mogę cokolwiek powiedzieć. Najpierw sobie pomarudzę.
Sam opis, a potem i częściowo treść nasuwały analogie do filmu „Szkoła czarownic” (1996). Na jednym biegunie mamy pokrzywdzonego prawie świętego, na drugim – cztery niewyżyte seksualnie nastolatki bawiące się w czary.
Główny bohater – Jack St. Bride jest fantastycznym mężczyzną, który pada ofiarą pomówień i zauroczeń nastolatek. Jest współczesnym męczennikiem za sprawę, za psychozę Ameryki. Nie ma wad, lecz same cnoty. Jest tak nieskazitelnie cudowny, że daje sobie radę nawet w więzieniu. Ani razu nie spotyka go seksualne upokorzenie, bo walczy o prawdę i swoją prawość. Do tego ma matkę, która jest bardziej święta niż święci.
Blisko pół książki zajmuje proces sądowy, gdzie czytelnik musi po raz drugi czytać to, co przeczytał już wcześniej. Ciągnie się to i ciągnie.
Ukochana bohatera Abbie Peabody jest niby szalona, a jednak szybko potrafi poradzić sobie z nową rzeczywistością.
Ujęcie czasowe jest dziwaczne, ktoś kto umarł w 1989 roku, okazuje się nie żyć od siedmiu lat w czasie zeznań w roku 2000. Ludzie raz są sobie równi wiekiem, to znowu dzieli ich prawie całe pokolenie. Nieobecni mieszkają w miasteczku od lat…
Książka jest do bólu przewidywalna. Dzieją się zjawiska nadprzyrodzone. I tak dalej i dalej…
Plusy?
Picoult pisze w miarę ciekawie i w miarę sensownie. Stara się też wnieść „powiew świeżości” w gatunek czytadła: niedomówienie. I pozostawia gorzki osad… że nie zawsze ci, którzy walczą o cnotę, są cnotliwi.
Powiem szczerze: Picoult wydaje mi się namiastką Joy Fielding. Takie sobie to pisarstwo, ale fajnie, że może robić to co chce.
I na koniec mała dygresja: w obecnych czasach pisarze dziękują wszystkim, którzy pomogli w powstaniu książki. Chwilami wydaje mi się, że po prostu opakowują w odpowiednie słowa dane, jakie im dostarczono. Ja zaś jakoś nie wyobrażam sobie, aby Camus, Murakami czy nawet Agatha Christie rozsyłali w cztery strony świata ludzi, którzy szukaliby dla nich podstawowych treści…
Moja ocena: 3.5

sobota, 26 listopada 2011

Haruki Murakami „Kronika ptaka nakręcacza”

Czasami się zastanawiam, ile prawdy jest w powiedzeniu, że krytyk to niespełniony artysta. Kilka dni temu przeczytałam taką opinię: „Akcja "Kroniki ptaka nakręcacza", podobnie jak w większości książek Haruki Murakami jest bardzo skomplikowana, ale nie ona jest najważniejsza. Jeden z recenzentów streścił ją tak: Tōru Okada traci najpierw pracę, potem kota, potem żonę a w końcu - rozum.” Wściekłam się, bo takie ujęcie tematu jest podejściem typu: „Wielu było podejrzanych, ale zabił listonosz.” – po co dalej czytać? Ano po to, aby zweryfikować słowa krytyka-recenzenta. Bo jak już wcześniej podkreślałam, u Murakamiego nic nie jest takie jakie się wydaje. Tōru Okada – główny bohater, stara się zrozumieć swoje życie. Im bardziej jednak się stara, tym więcej problemów napotyka. Z pomocą przychodzą mu kolejne kobiety: Malta Kanō, Kreta Kanō, May Kasahara. Gałka Akasana. Dzięki nim może nie tylko zajrzeć w głąb siebie, może też pomóc swej żonie. Murakami zdaje się powtarzać przez całą książkę jedną mantrę: „Umysł ludzki jest niczym studnia.” Czasami trzeba wejrzeć bardzo głęboko, by cokolwiek zrozumieć. Czasami potrzeba wielu poświęceń, nie tylko duszy, ale i ciała.
Przy okazji - w tej powieści Murakami nie stroni od okrutnych opisów, a jednak, pomimo podświadomych dreszczy, jakie wywołują owe opisy u czytelnika, zrozumiałe jest to całe ukazane okrucieństwo. Ukazuje bowiem kruchość i niepewność losu człowieka.
Wracając do cytatu recenzenta, powiem tak: uogólnianie jest naszą drugą naturą, szufladkowanie zjawisk pomaga się z nimi uporać, ale życie takie nie jest. Tōru Okada nie traci pracy – sam z niej rezygnuje, koty zaś przychodzą i odchodzą… dalej nie będę komentować, aby dać szansę czytelnikom weryfikacji zdania zacytowanego na początku.
Moja ocena: 5
* * *
Murakami Haruki; Kronika ptaka nakręcacza;
Ciekawość wyciąga z ukrycia odwagę i budzi ją. Ale w większości przypadków ciekawość od razu znika i odwaga musi dalej iść sama. Ciekawość przypomina wesołego kolegę, któremu nie można zaufać. Podpuści cię, ile może, potem w odpowiednim momencie się zmyje. A człowiek sam musi dalej sobie radzić, próbując zebrać się na odwagę.

Murakami Haruki; Kronika ptaka nakręcacza;
Los to coś, co się wspomina, gdy już minie, a nie poznaje naprzód.

Murakami Haruki; Kronika ptaka nakręcacza;
Nienawiść jest jak długi ciemny cień. W większości wypadków sam nienawidzący nie wie, skąd się wzięła. To miecz obosieczny. Zadając ranę drugiemu, samemu odnosi się rany. Ci, którzy zadają gwałtowne rany, sami gwałtowne rany odnoszą. Zdarza się też, że można stracić życie. Lecz nie jest to coś, co można łatwo odrzucić, nawet jeżeli się próbuje.

Murakami Haruki; Kronika ptaka nakręcacza;
W starych rosyjskich powieściach zazwyczaj listy pali się zimą, wieczorem w kominku, a nie w ogrodzie w letni poranek, polawszy olejem. Lecz w tym naszym byle jakim realnym świecie bywa, że zlani potem ludzie palą listy w letnie poranki. Czasem nie można zrobić tego, co by się chciało, nie można czekać do zimy. 

Philippe Djian „Frykcje”

„Frykcje” Philippe’a Djiana są gorsze od „37,2º rano”, ale zdecydowanie lepsze od „Nieczystości”. Książka reklamowana jest jako męski odpowiednik „Pianistki” Jelinek, czy to prawda – nie wiem. „Pianistki” nie czytałam. Ale po prawdzie patologii wielkiej to ja w tej książce nie widzę. Ot, ukazane są bolączki bohatera jako chłopaka, młodzieńca i dorosłego mężczyzny. Tak reklamowany związek z matką nawet nie zahacza o patologię, ukazuje tylko przywiązanie syna do matki. Każda opowieść stanowi oddzielne opowiadanie, a łączy je jedno: radosne to one nie są. Brak ojca, zdrady, alkoholizm, mizoginizm podane są w iście mieszczańskiej mieszance, Djian opisuje widziany świat, ale go nie ocenia, nie podlewa sensacją. Dodaje zaledwie szczyptę pikanterii. Co ciekawe, chwilami wydaje się mieć pomysły rodem z Johna Irvinga: tak niesamowite, że aż realne.
Moja ocena: 5
* * *
Djian Philippe; Frykcje;
Pieprzyć się to jedno, spędzić noc w ramionach mężczyzny to drugie. Nie mówiąc już o wspólnym spędzeniu weekendu.

Djian Philippe; Frykcje;
Dobrze znam śpiewkę Olgi na temat czterdziestoletnich kobiet bez przydziału. Do znudzenia kładła mi to w uszy przez ostatnie łata. O ich lękach, potrzebach, błędach, które trzeba oceniać łagodnie i z umiarem, zważywszy ich położenie - przekład: Pozwólcie mi pieprzyć się z tym kutasem, bo to nie trafia się co dzień. Dość się tego nasłuchałem.

Djian Philippe; Frykcje;
Czy nie powinniśmy skupiać się na każdej chwili życia, traktować jej tak, jakby była ostatnim papierosem skazańca, który podobno tak bardzo smakuje, któremu podobno nic nie jest w stanie dorównać? Czy nie powinniśmy wznosić się ku niebu, miast pełzać pośród ruin, czy nie powinniśmy doceniać wszystkiego, co nas otacza?

Djian Philippe; Frykcje;
Nie powinniśmy oczekiwać niczego od na¬szych dzieci, bo życie jest tak urządzone, że nikt nam się nie odpłaca.

Haruki Murakami „Kafka nad morzem”

Przeczytałam „Kafkę nad morzem” Murakamiego. Udzieliłam mu tak wielkiego kredytu zaufania, że nawet specjalne właściwości pana Nakaty mnie nie irytują, traktuję ja jako element baśniowy. Całe życie Nakaty składało się zresztą z elementów fantastycznych i prozaicznych. Jego biografię Murakami stopniowo nam przybliża, więc świństwa nie zrobię i nie wywalę wszystkiego od razu. Wystarczy mi, że autor notki o książce zdradza zdecydowanie za dużo. Co istotne w pisarstwie Murakamiego, to fakt, że nawet element okrucieństwa jest usprawiedliwiony i co ważniejsze – pomszczony. A przy tym opowieść toczy się tak jak lubię: nikt i nic nie jest takie na jakie wygląda. Już się złapałam, że: „Aha! To było tak!”, a tu zaraz Murakami puszcza do czytelnika iście kafkowskie perskie oko. A jeśli do Kafki dodamy tragedie greckie i połączymy to z kulturą Japonii i jej pierwiastkami historycznymi, łatwo można zrozumieć, że Murakami snuje opowieść-przypowieść. I chyba to jest najistotniejsze w „Kafce nad morzem”, czytać i nie brać wszystkiego dosłownie, filtrować i starać się pojąć intencje autora.
Odrywając się od książki Murakamiego mam wrażenie jakbym budziła się z pięknego snu. Ja wiem, brzmi to beznadziejnie górnolotnie, ale taki jest fakt. A nad faktami się nie dyskutuje.
Skończyłam „Kafkę nad morzem” i dalej jestem zdania, że to piękna książka. Murakami wprowadził elementy fantastyczne, które u innego pisarza pewnie by wkurzały, ale po Człowieku-Owcy z „Przygody z owcą” już nic mnie nie zdziwi. A te fragmenty były potrzebne, żeby ukazać potrzebę szukania własnej drogi, własnego przeznaczenia. I co istotne, nie ważne czy ma się lat piętnaście, dwadzieścia pięć, czy też sześćdziesiąt… Nigdy nie jest za wcześnie, ani za późno by szukać swego miejsca na świecie. Taką naukę wyniosłam i tym samym kończę podsumowanie „Kafki…” Jeszcze tylko kilka cytatów.
Moja ocena: 5

* * *

Murakami Haruki; Kafka nad morzem;
Trudno jest stać się kimś innym. Lecz nietrudno przybrać inne imię.

Murakami Haruki; Kafka nad morzem;
Kiedy się skończy sześćdziesiąt lat, przyzwyczajony jest już człowiek do tego, że jest głupi i nikt go poważnie nie traktuje.

Murakami Haruki; Kafka nad morzem;
Na tym świecie ludzie szybko nużą się tym, co nie jest nudne, a to, co ich nie nuży, zazwyczaj jest nudne.

Murakami Haruki; Kafka nad morzem;
Oczywiście wszyscy wiedzieli, że jest mało rozgarnięty, ale bycie mało rozgarniętym to zupełnie co innego niż bycie wariatem.

Murakami Haruki; Kafka nad morzem;
Oboje wcześnie dojrzeli. I jak to bywa z ludźmi, którzy wcześnie dojrzewają, nie umieli dorosnąć. Zawsze mieli czternaście, piętnaście lat.

Murakami Haruki; Kafka nad morzem;
Od niepamiętnych czasów nie da się oddzielić poezji od symbolizmu. Tak jak nie można oddzielić piratów od rumu.

Murakami Haruki; Kafka nad morzem;
Czechow próbuje powiedzieć rzecz następującą: konieczność jest niezależnym pojęciem. Powstaje inaczej niż logika, moralność czy znaczenie. Jej funkcja koncentruje się w roli, jaką odgrywa. To, co nie musi odegrać roli, nie powinno istnieć. A to, co koniecznie musi odegrać rolę, istnieje. Na tym opiera się dramaturgia. Logika, moralność, znaczenie rodzą się w relacji do niej. Czechow rozumiał istotę dramaturgii.

Murakami Haruki; Kafka nad morzem;
Posiadanie rzeczy symbolizującej wolność może dawać więcej szczęścia niż posiadanie wolności.

Murakami Haruki; Kafka nad morzem;
Wspomnienia ogrzewają człowieka od środka. Ale jednocześnie siekają go gwałtownie na kawałki.

Murakami Haruki; Kafka nad morzem;
Zaciągnięcie się do wojska to najlepszy sposób na bezproblemowe rozstanie z dziewczyną. (…) Dobijało mnie co prawda, że kazali bez przerwy kopać doły i układać worki z piaskiem.

Evelyn Waugh „Zmierzch i upadek”

Waugh Evelyn; Zmierzch i upadek;
... zranił go pan boleśnie. On jest bardzo wrażliwy, wie pan, walijska krew. To bardzo uczuciowi ludzie.

Waugh Evelyn; Zmierzch i upadek;
Myślę, że niemal wszystkim nieszczęściom w historii Anglii zawiniła w jakimś stopniu Walia. Weźmy Edwarda z Caernavon, pierwszego księcia Walii: rozpustne życie i haniebna śmierć. No a potem Tudorowie i rozpad Kościoła, Lloyd George i ruch na rzecz wstrzemięźliwości, nonkonformiści i erupcja niszczącego, dzikiego rozpasania, rozpełzająca się jak zaraza po całym kraju. Walijczycy są jedyną nacją, jaka nie stworzyła wybitnych dzieł plastycznych, architektury, dramatu. Potrafią tylko śpiewać. Śpiewać i dąć w te swoje platerowane trąby. Są też narodem oszustów, bo nie potrafią odróżnić prawdy od fałszu; ludzi zdeprawowanych, bo nie są w stanie przewidzieć konsekwencji swych słabości i nałogów.

Irvine Welsh „Trainspotting”

Welsh Irvine; Trainspotting;
Ah went tae take a shot. It took us ages tae find a good vein. Ma boys don’t live as close tae the surface as maist people's. When it came, ah savoured the hit. Ali wis right. Take yir best orgasm, multiply the feeling by twenty, and you're still fucking miles off the pace.

William Wharton „Ptasiek”

Wharton William; Ptasiek;
Każdy ma swoją prywatną szajbę. Jak z nią włazi w paradę zbyt wielu ludziom, mówią na niego wariat. Czasami człowiek sam już nie wyrabia, przyznaje się, że zwariował i wtedy inni się nim zajmują.

Wharton William; Ptasiek;
Może wariaci to tacy ludzie, którzy wszystko widza tak, jak jest, tylko udało im się znaleźć sposób, żeby z tym żyć?

Wharton William; Ptasiek;
Myślenie zabija poznanie – nie tyle zabija, co wyjaławia, destyluje poznanie w wiedzę. Myślenie: proces przetwarzania w wiedzę.

Wharton William; Ptasiek;
Najlepszy sposób, żeby przegrać, to wiedzieć, że musi się wygrać.

Wharton William; Ptasiek;
Nikt nie wie więcej niż musi wiedzieć. Wszyscy jesteśmy zamknięci w grobach grawitacji.

Wharton William; Ptasiek;
Prawdziwy pechowiec nigdy nie ma pecha.

Wharton William; Ptasiek;
Upodabniamy się do tych, z którymi walczymy.

Wharton William; Ptasiek;
Wdzieram się do środka samotności, tam gdzie poznanie – koniec wiedzy, falowanie prądu powietrza, ruch w stronę konieczności.

Wharton William; Ptasiek;
Zdaje się, że tak naprawdę chodzi mi o to, że obaj jesteśmy stuknięci. Jesteśmy stuknięci bo nie możemy pogodzić się z tym, że rzeczy dzieją się bez najmniejszego powodu i nie mają żadnego znaczenia. Nie podoba się nam obraz życia jako biegu przez płotki, które jakoś tam trzeba pokonać. Wydaje mi się, że każdy, kto nie jest wariatem, po prostu za wszelką cenę prze dalej. Żyją z dnia na dzień, tylko dlatego, że po jednym dniu przychodzi następny, a jak już skończą się im dni, zamykają powieki i mówią, że umarli.

Tennessee Williams „A Streetcar Named Desire”

Williams Tennessee; A Streetcar Named Desire;
STELLA:
You didn’t need to be so cruel to someone as alone as she is.
STANLEY:
The delicate article she is.
STELLA:
She is, she was. You didn’t know Blanche as a girl. Nobody, nobody was as tender or as trusting as she was. But people like you abused her and forced her to change.

Oscar Wilde „Portret Doriana Graya”

Wilde Oscar; Portret Doriana Graya;
Jedyna straszna rzecz na świecie to nuda. To jedyny grzech, którego nie można przebaczyć.

Wilde Oscar; Portret Doriana Graya;
Każde wrażenie jakie się wywołuje w świecie, stwarza nam nieprzyjaciela. Aby być popularnym, trzeba być miernotą.

Wilde Oscar; Portret Doriana Graya;
- Samowiedza jest fatalna. Niepewność czaruje. Mgła nadaje rzeczom urok.
- Można w niej zatracić drogę.
- Wszystkie drogi wiodą do jednego punktu.
- A tym jest?
- Rozczarowanie.

Wilde Oscar; Portret Doriana Graya;
Chcąc odzyskać młodość, trzeba tylko powtórzyć swoje szaleństwo.

Wilde Oscar; Portret Doriana Graya;
Dobry wpływ nie istnieje. Ze stanowiska naukowego każdy wpływ jest niemoralny.

Wilde Oscar; Portret Doriana Graya;
Ja się śmierci nie boję. Ale trwogą mnie przejmuje to zbliżanie się do śmierci. Jej olbrzymie skrzydła szumią dookoła mnie, w ołowianym powietrzu.

Wilde Oscar; Portret Doriana Graya;
Jaka jest różnica między kaprysem a dozgonną miłością? Ta, że kaprys trwa trochę dłużej.

Wilde Oscar; Portret Doriana Graya;
Jedyna straszna rzecz na świecie to nuda. To jedyny grzech, którego nie można przebaczyć.

Wilde Oscar; Portret Doriana Graya;
Mogę znieść brutalną przemoc, ale brutalny rozsądek jest nieznośny. Posługiwanie się nim jest czymś nierzetelnym. To cios poniżej intelektu.

Wilde Oscar; Portret Doriana Graya;
Stać się obserwatorem własnego życia znaczy uwolnić się od jego cierpień.

Eugeniusz Zamiatin „My”

Zamiatin Eugeniusz; My;
Boisz się – bo to silniejsze, nienawidzisz - bo się boisz, kochasz – bo nie możesz zmusić do posłuchu. Przecież kochać można tylko to, co nieposłuszne.

Zamiatin Eugeniusz; My;
Jedyny sposób by uwolnić człowieka od zbrodni, to uwolnić go od wolności.

Zamiatin Eugeniusz; My;
Nóż – to najtrwalsza, najśmiertelniejsza, najgenialniejsza rzecz, jaką stworzył człowiek. Nóż – był gilotyną, nóż – to uniwersalna metoda rozwiązywania wszelkich węzłów, po ostrzu noża wiedzie ścieżka paradoksów – jedyna ścieżka godna nieustraszonego rozumu.

Elizabeth Wurtzel „Kraina prozaca”

Wurtzel Elizabeth; Kraina prozaca;
Bycie w depresji wymaga wiele energii, powrót do zdrowia wymaga jeszcze więcej. Depresyjni dlatego tak chętnie idą do szpitala, ponieważ jest to jedyne miejsce, gdzie nie muszą wydatkować energii na coś poza depresją.

Wurtzel Elizabeth; Kraina prozaca;
Jestem niedoszłą artystką, kimś, kto ma wariackie pomysły i wielkie potrzeby i odrobinę szczęścia, ale nie ma sposobu ich wyartykułować. Jestem jak postać tytułowa z "Betty Blue", kobieta, która jest pełna... pełna... pełna tego czegoś – właściwie, nie wiadomo czego, w każdym razie jest to energia bez ujścia – która wydłubuje sobie scyzorykiem oczy, a na końcu zostaje zamordowana w domu wariatów przez kochanka. Ta kobieta była tym, czym ja się powoli staję, zmarnowanym człowiekiem.

Wurtzel Elizabeth; Kraina prozaca;
Koniec końców żadne dobro, żadna wartość nie może zrównoważyć tego rozkosznego samobójczego bólu.

Wurtzel Elizabeth; Kraina prozaca;
Najbardziej przerażające jest to, że osobnik tkwiący w kleszczach depresji nie potrafi powiedzieć w jaki sposób dał się pochwycić. Pamiętam taki znakomity dialog w "Słońce też wschodzi", ktoś pyta Mike'a Campbella, jak to się stało, że zbankrutował, a on mówi: "Stopniowo, a potem nagle.".
Kiedy ktoś pyta w jaki sposób straciłam rozum, tak właśnie odpowiadam.

Wurtzel Elizabeth; Kraina prozaca;
Obłęd kojarzy się z Zeldą Fitzgerald, z jej bogatym, cudownym, wzniosłym szałem duchowym. Kojarzy się z kazirodczym końcem rodziny Aureliana Buendii w "Stu latach samotności". Obłęd jest atrybutem gorących temperamentów Południowej Ameryki, głębokiego Południa, Borgesów, Cortazarów, Williama Faulknera i Tennessee Williamsa. Obłęd jest rozkoszą, przerażającą na swój sposób, ale mimo to bardzo widowiskową, jest prawdziwa gratka dla gapiów, którzy patrzą, nie mogą oderwać oczu od okropności. Obłęd to Jim Morrison balansujący sugestywnie na parapecie apartamentu na piętnastym piętrze w Chateau Marmont, to Elizabeth Taylor i Richard Burton w "Kto się boi Virginii Wolf?", wypruwający sobie bebechy w szybkich najazdach kamery; to Eddie Sedgwick z całą swą anemiczną, anoreksyjną urodą, faszerująca się amfetaminą, tańcząca na stole w Ondine; to Kurt Cobain z Nirvany, wyglądający jak człowiek chory, bardzo chory, jak człowiek potrzebujący pomocy, afiszujący się swoją depresją; to Pete Townshend rozbijający na drobne kawałeczki swoją piękną gitarę; to każda wspaniała chwila rock 'n' rolla i prawdopodobnie każda wielka chwila kultury masowej.

Wurtzel Elizabeth; Kraina prozaca;
Pomyślałam, że może warto wpaść do wody i utonąć. Umrzeć jak jeden ze Stonesów, jak Brian Jones. Umrzeć w basenie tak, by moje ciało wypłynęło na powierzchnię, jak zwłoki Williama Holdena w pierwszej scenie filmu "Bulwar Zachodzącego Słońca". Utonąć przypadkiem jak Natalie Wood albo utopić się celowo jak Virginia Wolf. Umrzeć młodo. Umrzeć pięknie.

August Strindberg „Gra snów”, „Do Damaszku”, „Eryk XIV”, „Ojciec”

Strindberg August: Gra snów;
POETA:
Czy sądzisz, że wszyscy, którzy są męczeni – cierpią, i że wszyscy, których się zabija, czują ból? Cierpienie jest przecież wyzwoleniem, a śmierć – wyswobodzeniem.
 
Strindberg August; Do Damaszku;
MĄŻ:
W szczęściu kiełkuje zawsze ziarnko nieszczęścia. Szczęście spala się zawsze samo, jak płomień... nie może płonąć wiecznie, musi zgasnąć. To przeczucie końca niszczy je w samym zenicie.

Strindberg August; Do Damaszku;
NIEZNAJOMY:
Nie, śmierci się nie boję, ale czegoś innego. Czegoś co nieznane.

Strindberg August; Do Damaszku;
NIEZNAJOMY:
Są chwile, gdy czuję, że dźwigam wszystkie grzechy świata i troski, i brudy, i hańbę. Są chwile, gdy wierzę, że sam zły postępek, że sama zbrodnia jest karą! Wiesz, niedawno leżałem chory w gorączce i między innymi, bo działo się bardzo dużo, śniłem, że widzę krucyfiks bez Ukrzyżowanego. A gdy zapytałem dominikanina... był tam wśród wielu innych także pewien dominikanin – gdy zapytałem go co to znaczy, odparł: Nie chcesz by On cierpiał za ciebie – więc cierp sam! I to dlatego ludzie stali się wrażliwi na własne cierpienia.
 
Strindberg August; Eryk XIV;
ERYK:
Wszystko jest kłamstwem, cały świat, nawet niebiosa. Władca świata nazywany jest także ojcem kłamstwa.

Strindberg August; Ojciec;
LAURA:
Chcę władzy! Bo o cóż chodzi w całej tej walce na śmierć i życie, jak nie o władzę?

Susan Sontag „Zestaw do śmierci”

Sontag Susan; Zestaw do śmierci;
Kreowanie różnic, wychwytywanie niuansów – to przywilej tych, którzy widza coś po raz pierwszy.

Sontag Susan; Zestaw do śmierci;
Świadomość, że ma się życie, rodzi pokusę, by z niego zrezygnować.

Sontag Susan; Zestaw do śmierci;
Ten kto nienawidzi samego siebie, szanuje w sobie tę nienawiść.

Sontag Susan; Zestaw do śmierci;
Ulepszanie nowego oznacza powrót do starego.

Lew Tołstoj „Śmierć Iwana Ilijcza”, „Zapiski wariata”

Tołstoj Lew; Śmierć Iwana Iljicza;
Zamiast śmierci jaśniało światło...
- Skończone – powiedział ktoś nad nim. Usłyszał jeszcze to słowo i powtórzył je w swojej duszy: "Śmierć się skończyła."







* * *
Tołstoj Lew; Zapiski wariata;
Po co więc życie? Umrzeć? Zabić się od razu? Boję się. Czekać śmierci? Aż przyjdzie? Jeszcze bardziej się boję. A więc żyć? PO CO? Żeby umrzeć. – Nie wychodziłem z tego kręgu. Brałem książkę, czytałem. Zapominałem na chwilę i znów to pytanie i strach. Kładłem się do łóżka, zamykałem oczy... Jeszcze gorzej.

Tołstoj Lew; Zapiski wariata;
To ja, to ja obrzydłem sobie, jestem dla siebie nieznośnie męczący. Chciałbym zasnąć, zapomnieć i nie mogę. Nie mogę uciec od siebie.

Dylan Thomas „Szczenięcy portret artysty”

Thomas Dylan; Bójka;
Za oknem przyszłość rozpościerała się nad przepełnionym parami zakochanych Parkiem Singleton i sięgała dalej – aż do brukowanego poezja Londynu.


Thomas Dylan; Gdzie Tawe płynie;
Pamiętacie co powiedział Cardoc Evans? Walijczyk z reguły wraca do ojczyzny, aby tam umrzeć, skoro oskubie już londyńczyków i napcha kabzę.


Thomas Dylan; Londyńskie przygody;
Proszę pamiętać, że w tej chwili nie jest się nigdzie. Dworzec to żadne miejsce. Rozumie pan? Punkt w przestrzeni.

Kurt Vonnegut „Śniadanie mistrzów”, „Rzeźnia numer 5”, „Kocia kołyska”, „Hokus-pokus”

Vonnegut Kurt; Śniadanie mistrzów;
Co to jest czas? To wąż połykający własny ogon.

Vonnegut Kurt; Śniadanie mistrzów;
Życie jest jak ocean – wołał Dostojewski. A ja powiadam, że życie jest jak celofan.






* * *
Vonnegut Kurt; Rzeźnia numer 5;
Rosewater powiedział, że wszystko, czego można dowiedzieć się o życiu, jest w "Braciach Karamazow" Fiodora Dostojewskiego.
- Ale to już dziś nie wystarcza – powiedział Rosewater.







* * *
Vonnegut Kurt; Kocia kołyska;
W rubryce: ZAWÓD: napisał: ŻYCIE.
W rubryce: OBECNE ZAJĘCIE, napisał: UMIERANIE.








* * *
Vonnegut Kurt; Hokus-pokus;
Ostatnią rzeczą, jaką powiedziała było, że nie ma do mnie żalu.
-Przyjmuję pełną odpowiedzialność – rzuciła na odchodnym przez ramię, - za to, że zakochałam się w takim gnojku.

Harper Lee „Zabić drozda”

Przeczytałam „Zabić drozda” Harper Lee. I już wiem, dlaczego ta książka stała się tak popularna. Jest po prostu perełką literatury amerykańskiej. Po takim debiucie bardzo trudno jest przeskoczyć poprzeczkę jaką się sobie postawiło. Nie dziwię się, że Harper Lee nie napisała nic więcej, nie musiała. I tak zapisała się w historii literatury.
Słów kilka o treści… prawie każdy zaznacza, iż jest to powieść antyrasistowska i moim skromnym zdaniem, tym samym zniechęca do czytania, bo człowiek podświadomie spodziewa się manifestacji, krwi, smutku i bóg wie czego jeszcze. A tak naprawdę jest to powieść o dorastaniu, o samotnym prawym ojcu (Atticus Finch), który próbuje wychować swe dzieci na normalnych, orientujących się w życiu, konwenansach i zgryzotach, ludzi. Sprawa gwałciciela jest ukazana oczami ośmiolatki, która nie boi się zadawać trudnych pytań. Chce wiedzieć czym jest gwałt, czym różni się współczucie dla Żydów w Hitlerowskiej Rzeszy, od braku współczucia dla Murzynów w południowych stanach USA. Harper Lee ukazuje niedopasowanie ludzi do otoczenia, Dziki Radley, Smyk Finch, Dill, Tom Robinson, Bob Ewell… te wszystkie osoby odstają od sztancy bogobojnego Amerykanina. Mają czelność być innymi: Radley chce samotności, Smyk jest niepokorną dziewczynką, którą większość chciałaby oglądać jako młodą (i nudną) damę, niż radosną łobuziarę, Dill widząc zakłamanie społeczeństwa marzy o tym, żeby zostać klaunem i śmiać się z ludzi, z ich głupoty i przesądów, Tom Robinson zapomina o granicach jakie przystoją Murzynowi, czyli (niby) komuś gorszemu, a Bob Ewell, cóż ten uważa, że z powodu koloru swojej skóry może wszystko, nie obchodzi go, że jest zawszawionym białym śmieciem, uważa się za lepszego od pracującego uczciwie Murzyna…
„Zabić drozda” ukazuje zakłamanie Amerykanów, ich odwieczny purytanizm i poczucie wyższości.

Zofia Kierszys tłumacząc „Zabić drozda” popełniła kilka błędów, futbol amerykański opisuje jako piłkę nożną, niezrozumiała jest także idea przebieranek w wigilię Wszystkich Świętych, bo nie pada słowo Halloween. A jednak tłumaczka poradziła sobie wspaniale. Język jej przekładu jest soczysty i niepoprawny politycznie. Książkę czyta się wspaniale. I to chyba najważniejsze.
Moja ocena: 6

Jerome D. Salinger „Seymour. Introdukcja”

Salinger Jerome D.; Seymour. Introdukcja;
Prawdziwy artysta – wizjoner, boski szaleniec, który umie tworzyć i tworzy piękno, umiera olśniony przez własne zabójcze skrupuły, przez oślepiające kształty i kolory własnego, uświęconego, ludzkiego sumienia.

Salinger Jerome D.; Seymour. Introdukcja;
Prawdziwy poeta nie wybiera swego przedmiotu. To przedmiot wybiera poetę, nie na odwrót.

Jerome D. Salinger „Buszujący w zbożu”

Salinger Jerome D.; Buszujący w zbożu;
Ledwie się znalazłem za drogą, wydało mi się, jak gdybym zniknął. Było to już takie zwariowane popołudnie, ziąb okropny, słońca ani na lekarstwo, a ilekroć człowiek przeciął jakąś drogę, miał wrażenie, że znika.

Salinger Jerome D.; Buszujący w zbożu;
Ludziom zawsze się zdaje, że wiedzą całą prawdę.

José Saramago „Miasto ślepców”

Saramago José; Miasto ślepców;
Każdy z nas nosi w sobie coś, czego nie można nazwać, ale co stanowi prawdę o nas samych.

piątek, 25 listopada 2011

Jean Paul Sartre „Mdłości”, „Słowa”

Sartre Jean-Paul; Mdłości;
A może nikt nie rozumie własnej twarzy? A może chodzi o to, że żyję samotnie? Ludzie mający towarzystwo przywykli widzieć się w lustrze takimi, jakimi widza ich przyjaciele. Nie mam przyjaciół: czy dlatego moja skóra jest taka naga? Można by powiedzieć – tak, można by powiedzieć, że to natura bez ludzi.

Sartre Jean-Paul; Mdłości;
Ja posiadam tylko ciało, samotny człowiek ze swoim samotnym ciałem nie może trzymać wspomnień, przepływają przez niego. Nie powinien się żalić: pragnąłem tylko wolności.

Sartre Jean-Paul; Mdłości;
Ja żyję sam, zupełnie sam. Nigdy z nikim nie rozmawiam, nic nie otrzymuję, nic nie daję.

Sartre Jean-Paul; Mdłości;
Jedynie melodie muzyczne noszą w sobie dumnie własną śmierć jako wewnętrzna konieczność.

Sartre Jean-Paul; Mdłości;
Mam sny o słowach i więcej nic.

Sartre Jean-Paul; Mdłości;
Nie można bardziej nienawidzieć ludzi niż kochając ich.

Sartre Jean-Paul; Mdłości;
Nie sądzę, by zawód historyka szczególnie sprzyjał analizie psychologicznej.

Sartre Jean-Paul; Mdłości;
Nigdy nie czułem tak silnie jak dzisiaj, że nie mam tajemnych wymiarów, że jestem ograniczony do swojego ciała, do lekkich myśli, które unoszą się z niego jak pęcherzyki. Tworzę swoje wspomnienia z obecnej teraźniejszości. Jestem wrzucony w teraźniejszość i tu pozostawiony. Na próżno próbuję dosięgnąć przeszłości, nie mogę się wymknąć.

Sartre Jean-Paul; Mdłości;
Przeszłość to zbytek posiadacza.

Sartre Jean-Paul; Mdłości;
Są takie chwile, gdy ma się wrażenie, że można robić co się chce, iść naprzód lub powrócić wstecz, że to nie ma znaczenia; ale też są i inne chwile, o których można by powiedzieć, że ogniwa zacisnęły się i w tym wypadku nie wolno przegapić chwili gdyż nie da się jej rozpocząć na nowo.

Sartre Jean-Paul; Mdłości;
Żyjąc w samotności, zapomina się nawet, co to znaczy opowiadać; prawdopodobieństwo znika razem z przyjaciółmi. Pozwalamy ginąć wydarzeniom: nagle wychyną jacyś ludzie, coś mówią i znikają, grążą się w historiach, które nie trzymają się kupy.


* * *
Sartre Jean-Paul; Słowa;
Absurdem jest to, że się urodziliśmy i absurdem jest to, że żyjemy.

Sartre Jean-Paul; Słowa;
Każda pytia to nieboszczka i wszyscy to wiedzą, a każde dziecko to zwierciadło śmierci.

Sartre Jean-Paul; Słowa;
Śmierć upajała mnie, ponieważ nie lubiłem żyć.

Sartre Jean-Paul; Słowa;
Umrzeć to jeszcze nie wszystko. Trzeba umrzeć w porę.

Jean Paul Sartre „Drogi wolności”

Sartre Jean-Paul; Drogi wolności;
- Wcale znów tak się nie staram poznać sam siebie – powiedział po prostu.
- Wiem – powiedziała Marcela. – To nie jest cel, to środek. Chciałbyś uwolnić się od samego siebie, osądzić się: to twoja ulubiona postawa. Kiedy spoglądasz na siebie, wyobrażasz sobie, że nie jesteś tym, na kogo patrzysz, że jesteś niczym. W gruncie rzeczy to twój ideał: być niczym.
- Być niczym – powtórzył z wolna Mateusz. – Nie, nie o to chodzi. Słuchaj, chciał... chciałbym opierać się tylko na sobie.
- Tak. Być wolnym. Całkowicie wolnym. To twój nałóg.
- To nie nałóg – powiedział Mateusz. – To... A według ciebie, co mam robić innego? (...) Gdybym nie próbował brać mego istnienia na własny rachunek, fakt istnienia wydawałby się aż nadto absurdalny.

Sartre Jean-Paul; Drogi wolności;
Ale znasz ją przecież: ma szusy jak wariatka. W październiku umiała botanikę, profesor był zadowolony, a potem ni stąd, ni zowąd zobaczyła się, jak naprzeciwko łysego faceta mówi o jamochłonach... Wydało jej się to błazeństwem, pomyślała: "mam gdzieś jamochłony" i facet nie zdołał już wydobyć z niej słowa.

Sartre Jean-Paul; Drogi wolności;
Nie umiem cierpieć. Nigdy nie dość cierpię. Najprzykrzejszą stroną cierpienia jest jego widmowość: poświęcamy czas, by gonić za nim, zdaje nam się zawsze, że dosięgniemy je lada chwila, rzucimy się w nie i zaczniemy cierpieć raz a dobrze, zaciskając zęby, ale w momencie kiedy w nie wpadamy, umyka nam ono i znajdujemy już tylko rozproszone słowa, tysiące oszalałych argumentów co roją się w małostkowej kołowaciźnie.

Sartre Jean-Paul; Drogi wolności;
Uważam, że człowiek nie powinien przekroczyć trzydziestki bo potem robi się z niego wytarty żeton.

Sartre Jean-Paul; Drogi wolności;
- A wiesz – powiedział Mateusz, żeby coś odrzec – odrzucanie zasad to też zasada.
- E, w minimalnym stopniu – powiedział Jakub.

Sartre Jean-Paul; Drogi wolności;
- Zabawna ta młodzież, - pomyślał Mateusz – z wierzchu złocista, w środku zwietrzała.

Sartre Jean-Paul; Drogi wolności;
- Złośliwy jestem – pomyślał i zalała go radość. Złośliwość to było to nadzwyczajne uczucie pędu, człowiek odrywa się raptem od siebie i mknie naprzód jak strzała; szybkość chwyta cię za kark, wzrasta z minuty na minutę, nie do zniesienia to i rozkoszne zarazem, pędzimy wyłączywszy hamulce do otwartego grobu, rozbijając słabe szlabany, co wyrastają niespodzianie to z prawa, to z lewa i łamią się jak uschłe gałęzie, upajająca była ta radość przeszyta trwogą, sucha jak wstrząs od iskry elektrycznej, ta radość, która zatrzymać się już nie mogła.

Sartre Jean-Paul; Drogi wolności;
"Być wolnym. Być przyczyną samego siebie, móc powiedzieć: jestem, ponieważ chcę tego; być swoim własnym początkiem." – były to słowa puste i pompatyczne, drażniące słowa intelektualisty.

Sartre Jean-Paul; Drogi wolności;
... jesteśmy snem robactwa, nasze myśli tępieją, stają się coraz mniej ludzkie, myśli włochate, łapowate biegają wszędzie, przeskakują z jednej głowy do drugiej i robactwo zaraz się obudzi.

Sartre Jean-Paul; Drogi wolności;
Bębny to małe żarłoki, wszystkie ich zmysły są ustami.

Sartre Jean-Paul; Drogi wolności;
Borys pojął w lot: obowiązkiem naszym jest robić to wszystko, czego chcemy; myśleć to co wydaje nam się dobre, być odpowiedzialnym tylko przed sobą i stale kwestionować to, co się myśli i wszystkich w ogóle. Na tym Borys wybudował swoje życie i był skrupulatnie wolny: to znaczy wszystkich i wszystko poddawał w wątpliwość, z wyjątkiem Iwicz i Mateusza; wątpić o tych dwojgu stanowiłoby bezsens, przecież byli doskonałościami. Jeśli zaś idzie o wolność, nie byłoby również właściwe zastanawiać się nad nią, bo wtedy człowiek przestaje być wolnym.

Sartre Jean-Paul; Drogi wolności;
Czy to właściwie nie jedyny sposób dla kogoś, kto pragnąłby ocalić młodość, żeby zapomniał o niej?

Sartre Jean-Paul; Drogi wolności;
Decyduję, że śmierć była utajonym sensem mojego życia, że żyłem by umrzeć; umieram aby złożyć świadectwo, że żyć jest rzeczą niemożliwą; moje oczy zgaszą świat i zamkną go na zawsze.

Sartre Jean-Paul; Drogi wolności;
Jestem tu, kosztuję sam siebie, czuje odwieczny smak krwi i wody żelazistej, mój smak, jestem moim własnym smakiem, istnieję. Istnieć, otóż to: pić samego siebie nie mając pragnienia. Trzydzieści cztery lata. Kosztuję sam siebie od trzydziestu czterech lat i już jestem stary.

Sartre Jean-Paul; Drogi wolności;
Kiedy kobieta jest przegrana, powinna starać się o jedno, żeby ktoś zrobił jej dzieciaka.

Sartre Jean-Paul; Drogi wolności;
Kiedy ktoś jest pijany, wpada w patos;

Sartre Jean-Paul; Drogi wolności;
Miał ochotę ich bić: zawsze wzbiera w nas chęć, żeby prać mężczyznę, co potępia sam siebie, aby przytłoczyć go jeszcze bardziej, aby potłuc na drobne kawałki tę resztkę godności, jaka mu jeszcze została.

Sartre Jean-Paul; Drogi wolności;
Może i masz do siebie wstręt, ale nie bardziej niż ja mam wstręt do siebie: jesteśmy siebie warci. A zresztą – dodał po namyśle – to dlatego opowiadasz mi o swoich sprawkach. Mniej na pewno cierpimy spowiadając się jakiemuś łachmanowi a przy tym i tak korzystamy z dobrodziejstwa spowiedzi.

Sartre Jean-Paul; Drogi wolności;
Może inaczej postępować nie sposób; może trzeba wybierać: być niczym albo bawić się w tego, kim się jest. Byłoby to okropne: taki fałsz naturalny.

Sartre Jean-Paul; Drogi wolności;
Nie można cierpieć za to, za co by się chciało.

Sartre Jean-Paul; Drogi wolności;
Nie można cierpieć za to, za co by się chciało.

Sartre Jean-Paul; Drogi wolności;
Niebo, niebo różowe i żadne, gdybyż można było wpaść w niebo! Nie sposób, jesteśmy stworzeniami dna, stąd całe zło.

Sartre Jean-Paul; Drogi wolności;
Nikt nie pęta mojej wolności, to wchłonęło ją moje życie.

Sartre Jean-Paul; Drogi wolności;
O flago z krwawiącego mięsa na jedwabiu mórz i kwiatów arktycznych.
- Pośrodku krwawiącego łachmana biały krąg jaki latarnia czarnoksięska rzucała w moim dzieciństwie na prześcieradło, w kręgu splot czarnych węży; Pieczęć Zła. Moja Pieczęć -
Między fałdami sztandaru formuje się co sekundę czerwona kropla, odrywa się, pada na asflat. Cnota krwawi. Wyszeptał:
- Cnota krwawi.

Sartre Jean-Paul; Drogi wolności;
Okropność to zawsze rzecz jutra.

Sartre Jean-Paul; Drogi wolności;
Pomyślał: "To dziwne, że można siebie tak nienawidzić, jak gdyby się było kimś innym."

Sartre Jean-Paul; Drogi wolności;
Skoro komuś brak odwagi, żeby zabić się hurtem, niech zabija się detalicznie.

Sartre Jean-Paul; Drogi wolności;
Strzelał do człowieka, do Cnoty, do świata: Wolność i Terror to jedno.

Sartre Jean-Paul; Drogi wolności;
Śmierć jest wpisana w ludzi, miarę wpisano w przedmioty.

Sartre Jean-Paul; Drogi wolności;
Trzeba mieć odwagę być takim jak każdy, aby nie być podobnym do nikogo.

Sartre Jean-Paul; Drogi wolności;
Trzeba mieć odwagę być takim jak każdy, aby nie być podobnym do nikogo.

Robert Shea, Robert Anton Wilson „Oko w piramidzie”

Shea Robert/ Wilson Robert Anton; Oko w piramidzie;
Mnich poprowadził go po stopniach wiodących do szubienicy.
- Trzynaście – pomyślał George – do szubienicy zawsze prowadzi trzynaście stopni... A człowiek spuszcza się w dżinsy, kiedy łamią mu kark. To ma coś wspólnego z naciskiem na rdzeń kręgowy, który przechodzi przez gruczoł prostaty. Burroughs nazywa to Numerem z Orgazmową Śmiercią.

Shea Robert/ Wilson Robert Anton; Oko w piramidzie;
Nie należy lekceważyć absurdu bo jest jedną z dróg wyobraźni.

Shea Robert/ Wilson Robert Anton; Oko w piramidzie;
To co świat nazywa zdrowiem psychicznym doprowadziło nas do obecnych kryzysów planetarnych i dlatego szaleństwo jest jedyną żywotną alternatywą.

Shea Robert/ Wilson Robert Anton; Oko w piramidzie;
Wszystkie sugestie są prawdziwe w pewnym sensie, fałszywe w innym, a w jeszcze innym – zupełnie pozbawione sensu.

Monika Szwaja „Romans na receptę”

Teraz będzie pozytywnie. O książce Moniki Szwai „Romans na receptę”.
Bardzo mi się ta opowieść spodobała. Oczywistość romansu z gburem przełknęłam gładko uznając to za nakaz gatunku. Cała reszta zaś była bardzo łatwo przyswajalna: i domorosły geniusz Marysia, i lęki w związku z wypuszczeniem dzieci w świat, i kłopoty rodzinne…
Szwaja tym razem opisała bohaterkę dość wiekową – czterdziestoośmioletnią, która okazuje się mieć problemy podobne do swych młodszych koleżanek (bohaterek książkowych). Eulalia nie jest infantylna jak Judyta Grocholi i to mi się najbardziej spodobało. A nad fragmentem z księżną Lubiecką de domo Krowin-Rzewuską płakałam z serdecznego rozbawienia. Dla mnie najważniejsze jest to, że fantastycznie się bawiłam czytając tę książkę. Nie znam realiów telewizji i nie chcę znać. Bawiłam się przednio. Wystarczy. Każda podróż w towarzystwie tej książki minęłaby mi szybko…
Moja ocena: 4.5

François Mauriac „Kłębowisko żmij”

Przeczytałam „Kłębowisko żmij” Françoisa Mauriaka. Mówiąc krótko – jest to opowieść o skąpcu, który postrzega swą rodzinę: żonę, dzieci i wnuczęta, jako kłębowisko gadów czyhających na jego śmierć i na jego pieniądze. Bohater bez fałszywej skromności przyznaje się do wiecznego skąpstwa, do ukochania pieniędzy. I wydawałby się bardzo niesympatycznym starcem, gdyby nie jego myśli i przekonania. Jakoś nie potrafiłam go nie lubić. Odwrotnie: irytację budziła we mnie pazerność rodziny, która zaplątana w różne długi widziała swe wybawienie w pieniądzach starego. Wszechobecna obłuda, fałsz i pragnienie szybkiego wzbogacenia się sprawiło, że nie sposób było stanąć po stronie młodszych. Jeśli stary był skąpy, to młodsi byli głupcami i utracjuszami.
Mauriac ukazał jak bardzo człowiek, który nie potrafi lub nie chce się porozumieć z drugą osobą, zapada się w nienawiść do innych, jak z czasem przestaje ich rozumieć. Zamykanie się w sobie, ukochanie majątku i osądzanie ukazuje jak szybko dusza ludzka się degeneruje. A jednak, Mauriac, jako pisarz wybitnie katolicki stara się uzyskać dla swego bohatera przebaczenie. I właśnie od tego momentu opowieść wydaje mi się naciągana i nieprawdziwa… chociaż z drugiej strony, jak wiele razy mogliśmy się przekonać o nawróceniu tuż przed śmiercią?
Nie czuję się bogatsza duchowo po przeczytaniu „Kłębowiska żmij”. Po raz kolejny bowiem autor ukazał zepsucie mieszczańskie i rozkład rodziny. Na koniec mogę dodać tylko, że bohater jawi mi się jako antyteza Balzakowskiego ojca Goriot, który oddał wszystko swych córkom i sam umarł w nędzy.
Moja ocena: 5
* * *
Mauriac François; Kłębowisko żmij;
Zazdrościć komuś, kim się gardzi, to uczucie haniebne, które potrafi zatruć człowiekowi całe życie.

Mauriac François; Kłębowisko żmij;
Można bez trudu dotrzeć do ludzkiej duszy poprzez zbrodnię, poprzez najsmutniejsze występki, ale nie można się przedrzeć przez pospolitość.

Erich Maria Remarque „Droga powrotna”, „Kochaj bliźniego”

Remarque Erich Maria; Droga powrotna;
Młodzież wcale nie chce być zrozumiana. Chce tylko pozostać taką jaka jest. Sama chroni się przeciw bakteriom zrozumienia. Dorosły, który zbliża się do niej zbyt natrętnie, staje się w jej oczach śmieszny, jak gdyby przywdział sukienkę dziecinną. Możemy czuć wraz z młodzieżą ale ona nie czuje z nami. I to ją ratuje.

Remarque Erich Maria; Droga powrotna;
Nazwaliśmy to miejsce Krwawymi Łąkami – podczas burzy bowiem miały one (maki) kolor dopiero co zakrzepłej krwi, jeszcze świeżej. Tak zwariował Köhler, gdyśmy pewnej pogodnej nocy, wyniszczeni i zmęczeni, maszerowali wzdłuż tych łąk. W bladej poświacie księżyca wydały się mu one jeziorami krwi i chciał wskoczyć do nich  i wtopić się.

* * *
Remarque Erich Maria; Kochaj bliźniego;
- Czasem nie mogę już znieść słowa EMIGRANT, - rzekł Ludwik markotnie.
Marill zaśmiał się.
- Nonsens! Jest pan w najlepszym towarzystwie. Dante był emigrantem. Schiller musiał opuścić kraj. Heine, Victor Hugo. To tylko kilka przykładów. Spójrz pan na księżyc, na naszego bladego brata – emigranta z ziemi. A sama matka ziemia to stara emigrantka ze słońca, - zmrużył oczy. – A może byłoby lepiej gdyby ta emigracja wcale nie nastąpiła i gdybyśmy wciąż jeszcze wirowali w postaci ognistego gazu. Albo plamy na słońcu.

Remarque Erich Maria; Kochaj bliźniego;
- Najważniejsza w boksie jest praca nóg. Trzeba tańczyć. Tańcząc wybija się przeciwnikowi zęby. Stosowana filozofia Nietzschego.

Remarque Erich Maria; Kochaj bliźniego;
- Pamiętaj mały, że jesteś tułaczem. Tułacze powinni mieć przygody, ale nie takie, które by im przy rozstaniu wyrywały kawał serca.
Ludwik milczał.
- To nie jest skierowane przeciw przygodom, - dodał Steiner, - ani przeciw sercu, a już najmniej przeciw tym, którzy w tułaczce dają nam trochę ciepła. Może najbardziej przeciw nam samym. Bo bierzemy, a niewiele możemy dać w zamian.
- Myślę, że ja nie mogę nic dać.

Remarque Erich Maria; Kochaj bliźniego;
Rzucił dziennik na stół.
- Dlaczego nie mielibyśmy kiedyś zobaczyć takiego ogłoszenia: Komendant obozu koncentracyjnego, głęboki umysł, subtelna dusza...
- Na pewno uważa się za takiego, - rzekł Ludwik.
- Oczywiście! Człowiek im jest prymitywniejszy, tym lepsze ma o sobie mniemanie. O tym świadczą przecież te ogłoszenia. To daje impet! – Marill uśmiechnął się. – Ślepe przekonanie! Sceptycyzm i tolerancja są cechami człowieka kulturalnego. To właśnie wciąż go gubi. Odwieczna praca Syzyfa. Jedna z najgłębszych alegorii ludzkości.

Remarque Erich Maria; Kochaj bliźniego;
- Smuć się mały, - rzekł Steiner. – To twoje prawo. Dawni greccy bohaterowie płakali więcej niż sentymentalne idiotki w naszych czasach. Wiedzieli, że nie trzeba tego dławić w sobie. Naszym ideałem jest niewzruszona powaga posągu. To zbyteczne. Smuć się, to szybciej przejdzie.
- Smutek jest czasem naszym ostatnim szczęściem, - rzekła Lilo spokojnie, podając Ludwikowi talerz zabielonego barszczu.

Remarque Erich Maria; Kochaj bliźniego;
- W zimie przyda się wam coś, co pomaga spędzić czas, - rzekł. – Problemem emigranta jest głód, własny kąt i czas, z którym nie wie, co począć, gdyż nie wolno mu pracować. Głód i troska o mieszkanie to dwaj śmiertelni wrogowie, z którymi trzeba walczyć – ale czas, długi, nie zapełniony, nie wyzyskany czas, jest skrycie działającym wrogiem, który zżera energię życiową, nuży czekaniem, obezwładnia lekiem. Tamci dwaj nacierają do przodu i trzeba  się bronić lub zginąć – czas podchodzi od tyłu i rozkłada krew. Jesteście młodzi, nie wysiadujcie po kawiarenkach, nie lamentujcie, nie poddawajcie się. Gdy będzie bardzo źle, idźcie do wielkiej poczekalni Paryża – do Luwru. Jest dobrze ogrzewany zima. Lepiej smucić się przed obrazem Delacroix, Rembrandta, czy van Gogha niż nad kieliszkiem wódki lub w kręgu bezsilnych wyrzekań i wściekłości.

Remarque Erich Maria; Kochaj bliźniego;
- Zostańmy tu jeszcze. Pospacerujemy. Chciałbym, żeby ranek nigdy nie nadszedł.
- Tak. Ranek przynosi zawsze strach i niepewność. Jak tu ładnie.

Remarque Erich Maria; Kochaj bliźniego;
Brutalna epoka. Pokój umacnia się przy pomocy dział i bombowców, a humanizm przy pomocy obozów koncentracyjnych i pogromów. Nastąpiło odwrócenie wszelkich wartości. Agresor jest dzisiaj strażnikiem pokoju, a człowiek bity i ścigany – burzycielem ładu na świecie. I istnieją całe narody, które w to wierzą.

Remarque Erich Maria; Kochaj bliźniego;
Czasem wydaje się śmieszne, że człowiek ma nazwisko. Zwłaszcza w nocy.

Remarque Erich Maria; Kochaj bliźniego;
Kiedy człowiek się boi, przeważnie nic się nie zdarza. Zdarza się wówczas tylko, gdy się niczego nie spodziewamy.

Remarque Erich Maria; Kochaj bliźniego;
Kiedy obok ciebie ktoś umiera – ty tego nie czujesz. To jest nieszczęście świata. Litość nie jest cierpieniem. Litość jest skrytym zadowoleniem z cierpienia innych. Uczuciem ulgi, że to nas nie spotyka, ani kogoś nam drogiego.

Remarque Erich Maria; Kochaj bliźniego;
Niech żyje unicestwienie osobowości. U starych Greków myślenie było zaszczytem! Potem stało się szczęściem. Potem chorobą. Dziś jest zbrodnią. Historia kultury jest historia męczeństwa tych, którzy ją stworzyli.

Remarque Erich Maria; Kochaj bliźniego;
Wesołość, spokojna córa tolerancji, zginęła w naszych czasach. Zbyt wiele wymaga wiedzy, wyższości umysłu, skromności i spokojnej rezygnacji z tego co nieosiągalne. Wszystko to uciekło przed dzikim, koszarowym idealizmem, który dziś chce naprawić świat. Naprawiacze świata zawsze go pogarszali, a dyktatorzy nigdy nie bywają weseli.

Remarque Erich Maria; Kochaj bliźniego;
Wypijmy za zgubę papieru! To zdumiewające jaką on zyskał moc nad człowiekiem. Nasi praojcowie drżeli przed tygrysami i trzęsieniem ziemi, późniejsi przodkowie przed mieczami, rozbójnikami, zarazą i Bogiem, my zaś drżymy przed zadrukowanym papierem – czy to w postaci pieniądza, czy paszportu. Neandertalczyk ginął od maczugi, Rzymianin od miecza, człowiek średniowieczny od zarazy – nas zaś może unicestwić świstek papieru.

Erich Maria Remarque „Czarny obelisk”, „Czas życia, czas śmierci”

Remarque Erich Maria; Czarny obelisk;
Każdy kiedyś raz kogoś ratuje. Tak samo jak kiedyś raz kogoś zabija. Nawet gdy o tym nie wie.

Remarque Erich Maria; Czarny obelisk;
Robi się coś z życiem, wtedy, jeśli w danym momencie nie pragnie się niczego innego niż to, co się właśnie robi.





* * *
Remarque Erich Maria; Czas życia, czas śmierci;
Wina – nikt nie wie, gdzie się zaczyna, a gdzie kończy. Jeśli pan woli – zaczyna się wszędzie a nie kończy – nigdzie. A może jest odwrotnie? A współwina? Kto to wie? Chyba tylko Bóg.

Erich Maria Remarque „Łuk Triumfalny”, „Cienie w raju”

Remarque Erich Maria; Łuk Triumfalny;
- Nie pytaj o konsekwencje, jeśli chcesz coś zrobić, bo nigdy tego nie dokonasz.
Spojrzała na niego.
- Trzeba się pytać o drobiazgi, nigdy o coś ważnego.

Remarque Erich Maria; Łuk Triumfalny;
Srebrzysty mrok wisiał nad domami. Nagie drzewa sterczały z asfaltu jak czarne trupie ręce. Widywał takie ręce sterczące z okopów. Otworzył okno i wyjrzał. Nierealna godzina między dniem i nocą. Godzina miłości w małych hotelikach, godzina miłości dla mężów, którzy wieczorem będą dumnie prezydować przy rodzinnym stole. Godzina rozpaczy i godzina snów.

Remarque Erich Maria; Łuk Triumfalny;
Wyobraźnia potrzebuje tylko kilku gwoździ, by na nich porozwieszać swoje welony. A  czy te gwoździe są złote, blaszane, czy zerdzewiałe, to nie gra żadnej roli. Wiesza, gdziekolwiek się da. Ciernie czy róże, z chwilą kiedy osłoni je welon utkany z promieni księżyca i perłowych lśnień, stają się bajką z tysiąca i jednej nocy.

Remarque Erich Maria; Łuk Triumfalny;
-... źle być pijanym w samotności.
- Trzeba być tylko dostatecznie pijanym. Wtedy jest dobrze.

Remarque Erich Maria; Łuk Triumfalny;
Kobietę trzeba uwielbiać albo ją porzucić. Nic poza tym.

Remarque Erich Maria; Łuk Triumfalny;
Najlepszy charakter mają cynicy, z idealistami trudno wytrzymać.

Remarque Erich Maria; Łuk Triumfalny;
Nic nie wygląda tak smutno jak meble stojące na ulicy.

Remarque Erich Maria; Łuk Triumfalny;
Niczego nie można cofnąć. Niczego nie można naprawić. Inaczej wszyscy bylibyśmy świętymi. W zamiarach życia nie leży nasza doskonałość. Miejsce doskonałości jest w muzeum.

Remarque Erich Maria; Łuk Triumfalny;
Szczęście leży na ulicy. Wystarczy schylić się aby je podnieść.

Remarque Erich Maria; Łuk Triumfalny;
Wiara łatwo zmienia się w fanatyzm. Dlatego religie kosztowały zawsze tyle krwi.

Remarque Erich Maria; Łuk Triumfalny;
Wszystko co można dostać za pieniądze, jest tanie.

Remarque Erich Maria; Łuk Triumfalny;
Za głośno? Co jest za głośne? Tylko cisza. Cisz, w której się człowiek rozpada jak w próżni.

Remarque Erich Maria; Łuk Triumfalny;
Zabijając, niewiele spraw się rozwiązuje. Kto często zabijał, nie zabija z miłości. W ten sposób ośmiesza się i pomniejsza śmierć. A śmierć nie jest nigdy mała ani śmieszna. I nie obchodzi kobiet; to sprawa czysto męska.

Remarque Erich Maria; Łuk Triumfalny;
Zawsze ktoś kogoś opuszcza. Czasami ten drugi cię ubiegnie.

* * *
Remarque Erich Maria; Cienie w raju;
Bohaterowie powinni umierać. Jeżeli pozostaną przy życiu, stają się największymi nudziarzami.

Remarque Erich Maria; Cienie w raju;
Jeżeli kogoś nie ma, wydaje się, jakby nie miał już nigdy wrócić. Nie od razu, ale bardzo prędko.

Remarque Erich Maria; Cienie w raju;
Kiedy bezpieczeństwo powraca, staje się znowu tym, czym właściwie jest: nudą.

Remarque Erich Maria; Cienie w raju;
Kto swoja duszę za bardzo analizuje, zawsze natknie się na sito, które prowadzi do ścieków w brudnych kanałach.

Remarque Erich Maria; Cienie w raju;
Otworzyła schowek z butelkami.
- Widzisz, jesteśmy cieniami – powiedziała. – Osobliwymi cieniami przeszłości. Czy będzie kiedyś inaczej? Tu jest polska wódka. Jak się tu dostała? Przecież Polska już nie istnieje. Ale wódka polska przetrwała. Śmiać się z tego czy płakać?
- Trzeba ją pić, kochanie. Dwa cienie w jednym rolls-royce'ie – rzekłem. – Z zimną polską wódką. Salute, Nataszo!

Erich Maria Remarque „Nim nadejdzie lato”, „Na zachodzie bez zmian”

Remarque Erich Maria; Nim nadejdzie lato;
- Czy koniecznie trzeba się o kogoś lękać, aby nabrać pewności, że się go kocha?
- Nie wiem. Ale myślę, że to pomaga.

Remarque Erich Maria; Nim nadejdzie lato;
Człowiek odnajduje się tylko we własnych marzeniach – nigdy w marzeniach kogoś drugiego.

Remarque Erich Maria; Nim nadejdzie lato;
Jaki człowiek robi się niezręczny, kiedy naprawdę kocha! Jak spada z niego łuska wyższości. Jaki jest samotny i jak z niego wyparowują wszystkie gładkie doświadczenia i podnosi się mgła, przez którą nic dokładnie nie widać!

Remarque Erich Maria; Nim nadejdzie lato;
Każde odniesione zwycięstwo oznacza jedno zwycięstwo mniej. Jedno zwycięstwo mniej do odniesienia.

Remarque Erich Maria; Nim nadejdzie lato;
Kto by tam zresztą wykłócał się o czas? Bo czym właściwie jest długie życie? Długą przeszłością. A przyszłość zawsze sięga tylko do następnego oddechu.

Remarque Erich Maria; Nim nadejdzie lato;
Kto niczego nie oczekuje, nigdy nie będzie rozczarowany.

Remarque Erich Maria; Nim nadejdzie lato;
Najpiękniejsze mądrości umierają przez noc. Ile trupów zmiata się ciągle następnego ranka! To dziwne, ile różnych rzeczy mówi się po zachodzie słońca.

Remarque Erich Maria; Nim nadejdzie lato;
-Nie mam przyszłości – pomyślała. – To tak jakby człowiek nic nie ważył.

Remarque Erich Maria; Nim nadejdzie lato;
W życiu najbardziej warto dążyć do tego, by móc wybrać moment własnej śmierci, choćby po to, żeby nie mogła zatłuc człowieka jak szczura ani zgasić go czy udusić, kiedy nie jest gotowy.

Remarque Erich Maria; Nim nadejdzie lato;
Zazdrość nie zaczyna się od jakiegoś człowieka i nie kończy na nim. Zaczyna się od powietrza, którym oddycha ukochany człowiek i nie kończy się nigdy. Nawet w momencie śmierci tego drugiego.


* * *
Remarque Erich Maria; Na zachodzie bez zmian;
Zgroza jest do zniesienia wówczas gdy człowiek się kuli, ale gdyby zacząć się nad nią głowić, zniszczyłaby nas.

Erich Maria Remarque „Trzej towarzysze”, „Noc w Lizbonie”

Remarque Erich Maria; Trzej towarzysze;
- Chodź, wypijemy za naiwność, głupotę i wszystko, co się z nią wiąże -  miłość, wiarę w przyszłość, marzenia o szczęściu — za cudowną głupotę, raj utracony...

Remarque Erich Maria; Trzej towarzysze;
- Człowiek wpada w melancholię kiedy rozmyśla o życiu, a staje się cynikiem kiedy widzi jak inni sobie z nim radzą.
- No, niektórzy odczuwają to głębiej.
- Pewno, że tak. Ale ci nie zamawiają portretów. – Podniósł się. – To zresztą dobrze, że mają jeszcze te głupie drobiazgi, które ich chronią i podtrzymują. Samotność, prawdziwa samotność bez złudzeń, to stan poprzedzający obłęd lub samobójstwo.

Remarque Erich Maria; Trzej towarzysze;
- Gazu! – zawołałem. Gazu! Przycisnąć mocno! Musimy przejechać szybko i dumnie. Najlepszym środkiem przeciw prawu jest bezczelność.

Remarque Erich Maria; Trzej towarzysze;
- Grunt to nie przywiązywać się do niczego, - mawiał Köster. – Do czego się przywiążesz, to chciałbyś zatrzymać. A zatrzymać w życiu nie można nic.

Remarque Erich Maria; Trzej towarzysze;
(...)W miłości niezbędna jest pewna doza naiwności. Ty ją masz. I zachowaj ją! To dar bogów. Kiedy się ją raz utraci, nie można jej odzyskać.
- Nie bierz sobie tego zbytnio do serca, - kpił Lenz. - Urodzić się głupcem to nie wstyd. Wstyd tylko głupcem umierać.
- Milcz, Gotfrydzie! - Grau zmiótł go na bok jednym ruchem olbrzymiej łapy. - Nie chodzi o ciebie, ty romantyku z taborów. Ciebie nie szkoda.
- Wygadaj się, Ferdynandzie,- odpowiedział Lenz. - To zawsze przynosi ulgę.
- Ty jesteś dekownikiem, - oświadczył Grau. -Patetycznym dekownikiem.
- Wszyscy się dekujemy, - sprostował Lenz. - Żyjemy wyłącznie złudzeniami i kredytami.
- Masz rację, - potwierdził Grau i spod krzaczastych brwi spojrzał po nas kolejno. -Żyjemy złudzeniami z przeszłości i kredytami na przyszłość. - Potem znów zwrócił się do mnie. - Powiedziałem naiwność, Robby. Tylko ludzie zazdrośni nazywają ją głupotą. Nie martw się tym. To nie wada, to zaleta.
Lenz usiłował coś wtrącić, ale Ferdynand ciągnął dalej:
- Wiesz, co mam na myśli. Prostotę ducha nie przeżartego sceptycyzmem ani superinteligencją. Parsifal był głupi. Gdyby był mądry, nigdy by nie zdobył świętego Graala. W życiu zwycięża tylko głupi; mądry widzi przed sobą zbyt wiele trudności i traci pewność siebie, zanim zacznie działać. W ciężkich czasach naiwność jest najcenniejszym dobrem - czarodziejskim płaszczem, osłaniającym niebezpieczeństwa, w które supermądrze pakuje się jak w hipnozie.

Remarque Erich Maria; Trzej towarzysze;
Filarami ludzkiego społeczeństwa są: chciwość, strach i przekupność. Człowiek jest zły, ale lubi dobroć w innych.

Remarque Erich Maria; Trzej towarzysze;
Im mniej człowiek wie, tym łatwiej mu żyć. Wiedza daje wolność, ale unieszczęśliwia.

Remarque Erich Maria; Trzej towarzysze;
Moralność jest wynalazkiem człowieka, a nie – konsekwencją życia.

Remarque Erich Maria; Trzej towarzysze;
Picie szybko przenosiło człowieka nad czasem, ale między wieczorem a początkiem dnia tworzyła się znów przestrzeń, jakby to były lata.

Remarque Erich Maria; Trzej towarzysze;
Samotność, prawdziwa samotność bez złudzeń, to stan poprzedzający obłęd lub samobójstwo.

Remarque Erich Maria; Trzej towarzysze;
Urodziny źle działają na samopoczucie. Szczególnie o świcie.

Remarque Erich Maria; Trzej towarzysze;
Za młodym nie jest się nigdy. Tylko zawsze za starym.

Remarque Erich Maria; Trzej towarzysze;
Zanim człowiek stanie się coś wart, robi się własnym pomnikiem.

Remarque Erich Maria; Trzej towarzysze;
Zasady  należy łamać, inaczej nie sprawiają żadnej przyjemności.


* * *
Remarque Erich Maria; Noc w Lizbonie;
Jak zawsze odwiedzałem przede wszystkim kościoły i muzea. Nie dlatego, żebym tak żarliwie kochał Boga czy sztukę, lecz po prostu dlatego, że w kościołach i muzeach nikt nikogo nie pytał o dokumenty. Wobec Ukrzyżowanego i dzieł sztuki czułem, że jestem jeszcze człowiekiem.

Remarque Erich Maria; Noc w Lizbonie;
Nieprzyjemne wspomnienia mają coś dobrego: udowadniają, że się jest szczęśliwym, nawet jeżeli się przed chwilą sądziło, że jest inaczej. Szczęście polega na gradacji. Kto zdaje sobie z tego sprawę, rzadko poddaje się uczuciu całkowitego nieszczęścia.

Remarque Erich Maria; Noc w Lizbonie;
Zdolność popełnienia samobójstwa jest łaską, zbyt rzadko tylko zdajemy sobie sprawę z tego. Daje ona złudzenie wolnej woli. I prawdopodobnie popełniamy samobójstwo częściej niż nam się wydaje. Tylko, że nie wiemy o tym.

Remarque Erich Maria; Noc w Lizbonie;
Zdolność popełnienia samobójstwa jest łaską, zbyt rzadko tylko zdajemy sobie z tego sprawę. Daje ona złudzenie wolnej woli. I prawdopodobnie popełniamy samobójstwo częściej niż się nam wydaje. Tyle, że nie wiemy o tym.

Arthur Rimbaud „Sezon w piekle”

Rimbaud Arthur; Being beauteous;
Na tle śniegu Piękna Istota wysokiego wzrostu. Gwizdy śmierci i wiry głuchej muzyki unoszą, rozpierają i wprawiają w widmowe drżenie to cudowne ciało; szkarłatne i czarne rany otwierają się nagle w jego wspaniałych kształtach. Kolory życia ciemnieją, tańczą i wyzwalają się wokół Wizji, przy narodzinach. Dreszcze podnoszą się i huczą, i kiedy zawrotny smak tych przeobrażeń zmaga się ze śmiertelnymi gwizdami i ochrypłą muzyką, które świat, daleko za nami, miota na naszą matkę piękności — ona cofa się i prostuje. Ach, nasze kości pokryły się nowym ciałem miłosnym!

Rimbaud Arthur; Duch;
I pozostaje w naszej pamięci, i wędruje... I kiedy cichnie Adoracja, dzwoni jego obietnica: "Precz te przesądy, te stare ciała, te stadia i lata. To epoka, która idzie na dno!"
Nie opuści nas, nie zstąpi znowu z nieba, nie będzie odkupicielem gniewu kobiet i wesołości mężczyzn, i całego ich grzechu: bo dokonało się, kiedy był, i kiedy był kochany.

Rimbaud Arthur; Majaczenia: Alchemia słowa;
Kochałem pustynię, spalone ogrody, spłowiałe kramy, wystygłe napoje. Włóczyłem się po cuchnących uliczkach i zamknąwszy oczy ofiarowywałem się słońcu, bóstwu ognia.

Rimbaud Arthur; Majaczenia: Alchemia słowa;
Latem, o czwartej nad ranem,
Trwa jeszcze senność miłosna.

Rimbaud Arthur; Majaczenia: Alchemia słowa;
Moje zdrowie było zagrożone. Nawiedzał mnie lęk. Zapadałem w wielodniowe sny i, zbudzony, nie przerywałem najsmutniejszych rojeń. Byłem przygotowany na śmierć i własna słabość prowadziła mnie po niebezpiecznych drogach na granice świata i Kimmerii, ojczyzny wichrów i ciemności.
Musiałem podróżować, rozpraszać wypełniające mi głowę uroki. Na morzu, które wielbiłem, jak gdyby obowiązane było oczyścić mnie z brudu, ujrzałem wznoszący się krzyż pocieszenia. Potępiła mnie tęcza. Szczęście było moim przeznaczeniem i wyrzutem, toczącym mnie czerwiem: moje życie będzie zawsze zbyt przestronne, by poświęcone być mogło sile i pięknu.
Szczęście! Jego śmiertelnie słodki ząb ostrzegał mnie z pianiem koguta — ad matutinum, przy Christus venit — w najposępniejszych miastach...

Rimbaud Arthur; Majaczenia: Alchemia słowa;
Stałem się operą bajeczną: spostrzegłem, że na wszystkie istoty rozciąga się fatalność szczęścia: działanie nie jest życiem, lecz sposobem marnowania siły, utratą wigoru. Moralność- jest słabością  umysłu.

Rimbaud Arthur; Majaczenia: Alchemia słowa;
Śniłem krucjaty, odkrywcze wyprawy, o których brak sprawozdań, republiki bez historii, stłumione wojny religijne, obyczajowe rewolucje, przemieszczenia ras i kontynentów: wierzyłem we wszystkie czary.
Wynalazłem kolor samogłosek! — A czarne, E białe, I czerwone, O niebieskie, U zielone. — Ustaliłem formę i takt każdej ze spółgłosek i w instynktownych rymach pochlebiałem sobie, że odkryłem poetyckie słowo dostępne, któregoś dnia, dla wszystkich zmysłów. Zastrzegałem sobie prawo przekładu.
Początkowo były to wstępne studia. Spisywałem milczenia i noce, notowałem niewyrażalne. Utrwalałem zawroty głowy.

Rimbaud Arthur; Majaczenia: Szalona dziewica/ Oblubieniec piekielny;
Co za życie! Prawdziwe życie jest  nieobecne. Nie ma nas na świecie.

Rimbaud Arthur; Majaczenia: Szalona dziewica/ Oblubieniec piekielny;
Mówi: «Nie lubię kobiet. Trzeba na nowo wymyślić miłość to wiadome. One potrafią już tylko pragnąć zapewnionej sytuacji. Z chwilą zdobycia sytuacji, serce i piękność odkłada się na bok: pozostaje chłodna wzgarda, ta pożywka dzisiejszego małżeństwa. Widuję też kobiety naznaczone stygmatem szczęścia, z których potrafiłbym zrobić dobre kompanki, a które z miejsca są pożerane przez gburów o uczuciowości kłody drewna...»

Rimbaud Arthur; Majaczenia: Szalona dziewica/ Oblubieniec piekielny;
Rozczuloną gwarą mówi czasem o śmierci, która skłania do skruchy, o nieszczęśliwych, co z pewnością istnieją, o trudach nad siły, o rozdzierających serce odjazdach. W norach, gdzie upijaliśmy się, płakał nad tymi, co nas otaczali, tą trzodą nędzy. Na czarnych ulicach podnosił spitych do nieprzytomności. Litował się jak matka okrutna dla swoich małych dzieci — Oddalał się z wdziękiem dziewczynki idącej na katechezę. — Udawał, że obeznany jest z wszystkim, handlem, sztuką, medycyną. — Towarzyszyłam mu, tak być musi!

Rimbaud Arthur; Majaczenia: Szalona dziewica/ Oblubieniec piekielny;
Jego pocałunki i przyjazne uściski były mi niebem, posępnym niebem, gdzie wstępowałam z pragnieniem, by mnie tam pozostawiono, nędzną, ślepą, głuchą i niemą. Przywykłam już do tego. Myślałam o nas jak o dwojgu prostodusznych dzieciach przechadzających się swobodnie po Raju smutku. Byliśmy z sobą zgodni. Współdziałaliśmy, do głębi wzruszeni. Po przeszywającej pieszczocie mówił jednak: «Jak dziwaczne, kiedy mnie już nie będzie, wyda ci się to wszystko, co przeżyłaś. Kiedy nie będziesz już miała moich ramion wokół szyi ani mojej piersi dla spoczynku, ani tych ust na swoich oczach. Bo trzeba mi będzie odejść któregoś dnia bardzo daleko. Muszę dopomóc także innym: to mój obowiązek. Choćby nie było to przyjemne... droga duszyczko...» I przeczuwałam zaraz, jaka będę po jego odejściu, ogarnięta szałem, strącona w najstraszliwszą ciemność: śmierć. Wymogłam na nim obietnicę, że nie porzuci mnie. Złożył ze sto razy tę obietnicę kochanka. Było to równie płoche jak moje słowa do niego: «Rozumiem cię».

Rimbaud Arthur; Majaczenia: Szalona dziewica/ Oblubieniec piekielny;
Chwilami zapominam o litości, która mnie dopadła: uczyni mnie silną, ruszymy w podróże, zapolujemy na pustyniach, będziemy spać na bruku nieznanych miast, niepomni na nic, beztroscy. Albo zbudzę się i zmienione będą prawa i obyczaje — dzięki jego magicznej władzy — albo świat, pozostając taki sam, przyzwoli na moje pragnienia, radości, nieoględne kroki. Ach, czy dasz mi w nagrodę, tyle wycierpiałam! to pełne / przygód życie z książek dla dzieci? Nie może. Nie znam jego ideałów. Mówił, że ma wyrzuty sumienia i nadzieje: nie powinno mnie to zaprzątać. Czy rozmawia z Bogiem? Może powinna bym zwrócić się do Boga. Jestem na samym dnie otchłani i nie umiem się już modlić.

Rimbaud Arthur; Miasto;
I kiedy z mojego okna widzę nowe widma sunące\ przez gęsty i wieczny dym węglowy — nasz leśny cień, naszą letnią noc! nowe Erynie, przed małą willą, która jest moją ojczyzną i sercem, bo wszystko przypomina je tutaj — Śmierć bez łez, nasza dzielna córka i służka, zrozpaczona Miłość i piękna Zbrodnia wyją w ulicznym błocie.

Rimbaud Arthur; Młodość: Dwadzieścia lat
Wygnane głosy pouczeń... Naturalna swoboda poczerstwiała gorzko... — Adagio. Ach, nieskończony egoizm wieku dorastania, optymizm żarliwy: jak Pełen kwiatów był świat tego lata! Umierające tony i formy... Chór na uspokojenie bezsiły i nieobecności! Chór szkła, melodii nocy... Doprawdy, nerwy zapolują wkrótce...

Rimbaud Arthur; Noc piekielna;
Pomyślmy o mnie. Nic nie każe mi zbytnio żałować świata. Los pozwolił mi nie cierpieć dłużej. Całe moje życie składało się ze słodkich szaleństw, to godne ubolewania.

Rimbaud Arthur; Noc piekielna;
Powinien bym mieć swoje własne piekło dla złości, piekło dla pychy — i piekło pieszczoty: koncert piekieł.
Umieram ze zmęczenia. To grób, staję się żerem robactwa, strach i zgroza! Szatanie, dowcipnisiu, chcesz mnie rozbroić swoimi urokami. Domagam się. Domagam się! ciosu wideł i kropli ognia.
Ach, wznieść się znowu ku życiu! Ogarnąć spojrzeniem naszą brzydotę. I ta trucizna, ten po tysiąckroć przeklęty pocałunek! Moja słabości, okrucieństwo świata! Boże, zmiłuj się nade mną i ukryj mnie, nazbyt mi ciężko. — Jestem ukryty i nie jestem.
I ogień wzbija się ze swoim potępieńcem.

Rimbaud Arthur; Przebłysk;
Moje życie jest zużyte. Dalej! Udawajmy i próżnujmy, o nędzy! Będziemy istnieć zabawiając się i rojąc straszliwe miłości i kosmosy bajeczne, i będziemy boleć nad sobą i wadzić się z pozorami świata, linoskok, żebrak, artysta, bandyta — kapłan! Na szpitalnym łóżku poczułem powracającą .do mnie potężną woń kadzideł: strażnik świętych aromatów, spowiednik, męczennik...
Rozpoznaję tu odrażającą edukację mojego dzieciństwa. I cóż stąd!... Trzeba przejść swoich dwadzieścia lat, skoro inni je przechodzą...

Rimbaud Arthur; Sezon w Piekle (* * *);
Moje życie, jeżeli mnie pamięć nie zwodzi, było niegdyś ucztą, na której otwierały się wszystkie serca, płynęły wszystkie wina.
Pewnego wieczoru wziąłem na kolana Piękno. - I przekonałem się, że jest gorzkie. - Znieważyłem je.
Uzbroiłem się przeciw trybunałom.
Uciekłem. O czarownice, nędzo, nienawiści, powierzono wam mój skarb!
Zdołałem wygnać ze swojego umysłu wszelką ludzką nadzieję. Głuchym skokiem drapieżnika rzucałem się na każdą radość, by ją zdusić.
Wezwałem oprawców, żeby, konając, kąsać kolby ich karabinów. We¬zwałem wszystkie plagi, by zadławić się piachem i krwią. Moim bóstwem było nieszczęście. Tarzałem się w błocie. Suszył mnie wiatr zbrodni. Igrałem z obłędem.
I wiosna przyniosła mi okropny śmiech idioty.
Niedawno, bliski wydania ostatniego skrzeku, zapragnąłem odnaleźć klucz do dawnej uczty, na której być może odzyskałbym apetyt.
Tym kluczem jest miłosierdzie. - Pomysł taki dowodzi, że śniłem!
- Pozostaniesz hieną... itd. - wykrzykuje demon, który ukoronował mnie pięknym wieńcem maków. - Stań w obliczu śmierci ze wszystkimi swoimi głodami, ze swoim egoizmem i wszystkimi grzechami głównymi.
Ach, tego mi już nadto: - Ależ, drogi Szatanie, błagam, spojrzyj mniej wściekłym okiem! W oczekiwaniu na kilka zapóźnionych podłostek, przyjmij, ty, tak ceniący w pisarzu brak walorów opisowych czy dydaktycznych, tych kilka odrażających stronic z mojego karnetu potępieńca.

Rimbaud Arthur; Zła krew;
Jaką staję się starą panną, z braku odwagi, by pokochać śmierć!
Gdyby Bóg zesłał mi tchnienie niebiańskiego spokoju, modlitwę — jak dawnym świętym. — Święci! mocarze! anachoreci, artyści, którzy są już zbędni!
Wieczna farsa! Moja niewinność doprowadza mnie do łez. Życie jest farsą, w której grają wszyscy.

Rimbaud Arthur; Zła krew;
Na drogach, w zimowe noce, bez schronienia, odzieży i chleba, słyszałem głos przejmujący moje wyziębłe serce: "- Słabość albo siła: to ty, to siła. Nie wiesz, dokąd idziesz i dlaczego. Zachodź wszędzie i odpowiadaj na wszystko. Nie mogą cię zabić: jak gdybyś już był trupem". Rano miałem wzrok tak zagubiony i wyraz twarzy tak martwy, że ci, których spotkałem, być może nie dostrzegli mnie.

Rimbaud Arthur; Zła krew;
Nuda nie jest już moją miłością. Przystępy wściekłości, rozpusta i szaleństwo — których znam wszystkie uniesienia i klęski — całe moje brzemię jest zdjęte. Oszacujmy bez przesady granice mojej niewinności.

Rimbaud Arthur; Zła krew;
Ostatnia niewinność i ostatnie onieśmielenie. Postanowione. Nie obnosić po świecie swoich wstrętów i zdrad.
Naprzód! Marsz, brzemię, pustynia, znudzenia i gniew.
Komu się ofiarować? Jaką wielbić trzeba bestię? Na jaki porwać się święty obraz? I czyje złamię serca? Jakiego trzymać się mam kłamstwa? — W czyjej brodzić krwi?

Rimbaud Arthur; Zła krew;
Teraz jestem przeklęty i ojczyzna budzi we mnie odrazę. Nieprzytomny sen pijanego na piaszczystym brzegu, oto co najlepsze.

Rimbaud Arthur; Zła krew;
Widziałem się przed rozwścieczonym tłumem, naprzeciw plutonu egzekucyjnego, opłakiwałem nieszczęście, którego tamci nie potrafiliby zrozumieć, i wybaczałem. — Jak Joanna d'Arc! — "Kapłani, profesorowie, zwierzchnicy, mylicie się, wydając mnie w ręce sprawiedliwości. Nigdy nie byłem jednym z tych ludzi; nigdy nie byłem chrześcijaninem; pochodzę z rasy, która śpiewała na torturach; nie pojmuję praw; nie mam poczucia moralnego, jestem gburem: mylicie się..."

Arthur Rimbaud „Wiersze”

Rimbaud Arthur; Bal wisielców;
 Na szubienicy pląsa zwarta,
 Swawolna rzesza paladynów —
 Hej, chudych paladynów czarta,
 Hej, kościotrupich Seladynów.

Imć pan Belzebub szarpie za koniec rzemyka,
A wnet jeden i drugi pajac w niebo zerka,
Lub uderzając po łbie podeszwą trzewika
Każe im tańczyć, tańczyć starego oberka.

I ramiona pajaców łączą się w sznur cienki.
Ni to czarne organy, ich piersiowe kości,
Które ongi ściskały szlachetne panienki,
Zderzają się, jednocząc w haniebnej miłości.

Hura hop, tanecznicy! W kąt niech idą dąsy,
Przecie stryczek jest długi i hasać pozwoli!
Niech nie będzie wiadomo: walka to czy pląsy.
Belzebub oszalały na skrzypcach rzępoli.

Gdy się ma pięty z kości, zbyteczne sandały!
Prawie wszyscy już zdjęli strój z mięsa i skóry:
Reszta jest dosyć lekka i godna pochwały.
Na czaszki śnieg nakłada bielone kaptury.

Kruk siadł na każdej z czaszek na kształt pióropusza.
Ze szczęk ochłapem zwisa dziąsło na wpół świeże.
Rzekłbyś: hufiec rycerzy do boju wyrusza
I w kartonowe grzmoci z rozpędu puklerze.

Hura! Mróz dla zachęty wbija ostre szpilki!
Tłum kościotrupów hasa pod wściekłą wichurą,
A z fioletowych lasów wtórują mu wilki —
Cały nieboskłon gore piekielną purpurą.

Hola! Dać-no szturgańca tym świętoszkom nudnym,
Którzy na kręgosłupie swym, jak na różańcu,
Przesuwają paluchy w pacierzu obłudnym:
Nie modlić się tu, chłopcy, jeno bujać w tańcu!

Och! Z tańczących truposzów zgrai rozbawionej,
Niby koń rozhukany, dał susa pod chmury
Jakiś szkielet ogromny, chudy i szalony;
A czując, że mu grdykę dławią jeszcze sznury,

Stara się je rozluźnić kośćmi małych palców,
Które wydają trzask podobny do chichotu;
I — jak tancerz cyrkowy, syt zawrotnych walców –
Wraca  między zebranych, wśród oklasków grzmotu.

 Na szubienicy pląsa zwarta,
 Swawolna rzesza paladynów —
Hej, chudych paladynów czarta,
Hej, kościotrupich Saladynów.


Rimbaud Arthur; Majaczenia: Alchemia słowa: Głód;
Chęci teraz nabrałem
Tylko na piach i kamienie.
Powietrze jadam codziennie,
Żelazo, węgiel i skałę.

Głody, paście się. Głody, w koło
 Po dźwięków łące!
Z powojów chłońcie wesoło
 Jady trujące.
*
Jedzcie szutry ziarniste,
Granit kościołów podniebny,
Żwir dawnych potopów, chleby
Ciśnięte w doliny mgliste.
*
Trąbił wilk pod zaroślami,
Miał z kurczęcia ucztę w trawie,
Słonecznymi pluł piórami:
Jak wilk zjadam się i trawię.

Ta sałata, te owoce
Wyglądają zbioru w sadach,
Ale pająk w żywopłocie
Jedynie fiołki jada.

Niech śpię! Niech zakipię w dymie
Na ołtarzach Salomona.
Po grynszpanie kipiel płynie
W nurt Cedronu przemieniona.


Rimbaud Arthur; Majaczenia: Alchemia słowa: Pieśń najwyższej wieży;
Niech przyjdzie, niech nie zwleka
Pora, co nas urzeka.

Cierpliwość mi przyniosła
Na zawsze zapomnienie. Uleciały w niebiosa
Obawa i cierpienie.
I głód porażający
Ciemność mi w żyły sączy.

Niech przyjdzie, niech nie zwleka
Pora, co nas urzeka.

Podobna jestem łące
Na niepamięć wydanej,
Zarosłej i kwitnącej
Kąkolem i tymianem,
Gdy zaciekle znad trawy
Much brzęczy rój plugawy.

Niech przyjdzie, niech nie zwleka
Pora, co nas urzeka.


Rimbaud Arthur; Majaczenia: Alchemia słowa: Szczęście;
Pory roku, twierdz obrazy!
Których dusza jest bez skazy!

Magią dotrzeć chcę do reguł 
Szczęścia, co nie dla każdego...

Co dzień szczęście moje chwalę,
Kiedy śpiewa kogut Galii...

Nigdy nim się nie nasycę —
Odwróciło się me życie...

Duch i ciało — bój widomy —
I wysiłki, i pogromy...

Pory roku, twierdz obrazy!

Dzień ucieczki — o nieszczęście
Dniem skonania jest najczęściej...

Pory roku, twierdz obrazy!...


Rimbaud Arthur; Majaczenia: Alchemia słowa;
Odnaleziona w końcu!
Ale co? Wieczność! Ona to
Morze, co się łączy
 Ze słońcem.

Dusza ma wiecznotrwała
Spełnia twoje życzenie,
Choć noc osamotniała,
A dzień trawią płomienie.

Pożegnałeś się zatem
Z wyrokującym światem,
Stadnych odczuć potrzebą!
Wzlatujesz w niebo...


Rimbaud Arthur; Majaczenia: Alchemia słowa;
Z magicznych wziąłem doświadczeń
Szczęścia poczucie władcze.


Rimbaud Arthur; Modlitwa wieczorna;
(...) Gdy starannie marzenia już wepchnąłem w siebie,
Odwracam się, wchłonąwszy coś trzydzieści bomb,
I skupiam się, by ulżyć naglącej potrzebie,

Jak Pan, ponad hyzopy i nad cedrów zrąb.
Łagodny – szczam wysoko, ku chmurom na niebie,
Gdyż mi zezwolił na to heliotropów klomb.


Rimbaud Arthur; Moja bohema;
Włóczyłem się – z rękoma w podartych kieszeniach,
W bluzie, co już nieziemską była bluzą,
Szedłem pod niebiosami, wierny ci, o Muzo!
Oh! la la! Co za miłość widziałem w marzeniach!

Szeroką dziurę miały me jedyne portki,
W drodze, pędrak – marzyciel, układałem wiersze,
Na Wielkiej Niedźwiedzicy miałem swą oberżę,
A od mych gwiazd na niebie płynął szelest słodki.

Słuchałem gwiazd w te dobre wieczory wrześniowe,
Siedząc na skraju drogi, i czułem, że głowę,
Jak mocne wino, rosa kroplista mi zrasza.

Lub gdy w krąg fantastycznych cieni rosły tłumy
- Jak gdybym lirę trącał, wyciągałem gumy,
Stopę mając przy sercu, z zdartego kamasza.


Rimbaud Arthur; Moje kochaneczki;
(...) Kupo gwiazd zgniłych, za progiem
Zżarte nerwy,
Wyzdychajcie wreszcie, z Bogiem,
Miłe ścierwa!


Rimbaud Arthur; Paryż się budzi;
(...) Zgrajo suk, rozjuszona nad ścierwem! Przyzywa
Was okrzyk z domów złota! Hej-że, kraść, łajdacy!
Obżerać się! Noc uciech na ulicę spływa
Głębokim spazmem: pijcie, rozpaczni pijacy!
(...)
Żryjcie! Na cześć królowej o zadzie falistym!
Napawajcie się pieśnią czkawek i bełkotów!
Słuchajcie, jak się w mroku ściskają ognistym
Chmary starców, lokajów, ochrypłych idiotów!

Zgrajo z sercem niechlujnym i potwornym pyskiem,
Puśćcie cuchnące gęby w ruch, a silnie, dziko!
Dawać dla tych zdrętwialców wina! Grzęzawiskiem
Hańby są brzuchy wasze, o zwycięska kliko!

Wdychajcie mdłość wspaniałą, win zawrotne wonie,
Moczcie gardziele w trucizn okrutnych krynicy;
Na karki wasze kłoniąc skrzyżowane dłonie,
(...)
Syfilitycy, błaźni, brzuchomówcy, gachy,
Cóż dla Paryża – dziewki ten cały kram znaczy?
Wasze ciała i dusze, trucizny i łachy!...
Otrząśnie się ona z was – zgnilców i krzykaczy!
(...)
Paryżu! Gdy twe stopy tak gniewnie pląsały,
Gdy zniosłeś tyle ciosów, ran nożem zadanych,
Gdy leżysz z tlącą jeszcze w źrenicy zeszklałej
Resztą cichej dobroci płowych dni wiośnianych!

O ty miasto bolesne, stolico zamarła,
Łbem i pierśmi ciśnięta ku Przyszłości, która
Na twą bladość śmiertelna miliard wrót otwarła:
Błogosławić by mogła cię Przeszłość ponura!

O ciało, obudzone na nieludzkie męki!
Znów wre życie potworne! I głuchną w twej głębi
Sine tętna poezji, śpiewnych wierszy dźwięki,
A miłość twą – dłoń błędna, dłoń lodowa ziębi!
(...)
- Wszystko znów, roszę państwa, w porządku: znów płaczą
W dawnych zamtuzach orgie, rzężąc po dawnemu,
A na murach brunatnych latarnie majaczą,
Płonąc blaskiem złowrogim ku niebu blademu.


Rimbaud Arthur; Romans;
(...) II
Nagle malutki skrawek nieba gdzieś widnieje,
Granatowy, oprawny w drobniutkie gałązki,
Przepięty gwiazdką małą, co słodko topnieje
I jak dreszczyk przesyła swój promyczek wąski.

Noc czerwcowa! I młodość! — To upaja trochę!
Krew staje się szampańską, do głowy uderzy,
Gada się! A na wardze, całus czeka płochy
I drży na niej jak małe niecierpliwe zwierzę.


Rimbaud Arthur; Skradzione serce;
(...) Gdy opróżnią swoje szklanki,
Jak mam trwać, skradzione serce?
Pijanej czkawki niespodzianki
Przyjdą, gdy opróżnią szklanki.
Brzucha drgawki, kołysanki
Strawią serce w poniewierce.
Gdy opróżnią tamci szklanki,
Jak mam trwać, skradzione serce?


Rimbaud Arthur; Szczęście;
(...) Dzień ucieczki – o nieszczęście -
Dniem skonania jest najczęściej.