poniedziałek, 6 marca 2017

Nicholas Kulish, Souad Mekhennet „Doktor Śmierć”

Nicholas Kulish, Souad Mekhennet, Doktor Śmierć. Aribert Heim. Bestia i zwyrodnialec, PWN, Warszawa 2014, 379 s.

Reporterzy „New York Timesa” opowiadają o jednym z najbardziej poszukiwanych zbrodniarzy III Rzeszy i jego sekretnym życiu w Egipcie. „Doktor Śmierć. Aribert Heim. Bestia i zwyrodnialec” to wstrząsająca książka o oficerze SS, którzy zamienił medycynę z nauki o leczeniu w naukę o zabijaniu. Dr Aribert Heim na więźniach Mauthausen i innych obozów koncentracyjnych przeprowadził setki eksperymentów paramedycznych. Wykazał się szczególnym okrucieństwem i bezwzględnością. Według zeznań ocalałych, Heim wstrzykiwał pacjentom zabójcze substancje prosto w serce, aby sprawdzić, która z trucizn jest najtańsza i najszybsza w użyciu. W celach eksperymentalnych przeprowadzał operacje na zdrowych ludziach. Odcinał też i preparował głowy więźniów z ładnym uzębieniem. Po wojnie, oczyszczony z podejrzeń, prowadził legalną praktykę lekarską w Baden-Baden. Gdy nowe zeznania świadków dowiodły jednoznacznie jego winy, Heim zbiegł do Egiptu, a w ślad za nim ruszył trwający kilkadziesiąt lat pościg. 
Autorzy książki „Doktor Śmierć. Aribert Heim. Bestia i zwyrodnialec” z niezwykłą precyzją i historyczną dokładnością szkicują portrety poszukujących zbrodniarza śledczych, dociekają ich motywacji i odsłaniają momenty przełomowe. Ujawniają, w jaki sposób Aribert Heim uniknął schwytania. Przytaczają też liczne zapiski i korespondencję samego Heima oraz relacje członków jego rodziny. Poznajemy zatem nie tylko fakty - które każą Heima jednoznacznie potępić - ale również jego własną pokrętną interpretację rzeczywistości.



Aribert Heim
Jeden z najbardziej poszukiwanych zbrodniarzy wojennych, dwoje dziennikarzy „New York Timesa”, w Polsce – książka wydana przez szacowne wydawnictwo. Wydawałoby się, że nic tylko czytać i się zachwycać. A jednak coś mi nie zagrało. Szacowne wydawnictwo od siebie dodało iście tabloidowy podtytuł: „Aribert Heim. Bestia i zwyrodnialec”, potem redaktor naukowy, Hubert Kuberski, uznał, że „W książce używany jest wyraz «naziści», kamuflujący odpowiedzialność za zbrodnie, które popełnili Niemcy lub Austriacy”[1]. Nie potrafię zgodzić się z rozumowaniem tego pana, że chodzi tu o daleko posuniętą poprawność polityczną i że cały naród jest odpowiedzialny za zbrodnie II wojny światowej, bowiem to z kolei jest daleko posunięte uogólnienie. W każdym razie zgrzyt pozostał, z rytmu czytania się wytrąciłam właściwie na początku i potem już tego rytmu nie odnalazłam. Bo chociaż Kulish i Mekhennet dość starannie odrobili swoją pracę domową i starali się szczegółowo przedstawić Ariberta Heima, to z książki po prostu wieje nudą. Połowa biografii nie dotyczy Heima, a z kolei kilka najbardziej drastycznych wiadomości dotyczących „Doktora Śmierć” powtarzanych jest wielokrotnie, aby czytelnik na pewno zapamiętał, że Heim był sprawcą śmierci kilkuset więźniów w Mauthausen. Rzecz w tym, że wcześniej służył również w Sachsenhausen i Buchenwaldzie, a o tym, co tam robił, praktycznie nie ma wzmianek. Autorzy skupili się na jego kilkutygodniowym pobycie w Mauthausen, przytaczają relacje ocalałych, piszą o zastrzykach w serce i preparowaniu czaszek. A potem wielokrotnie do tego wracają, aczkolwiek nie wnosząc tym nic nowego.
Z chwilą zaś, gdy Kulish i Mekhennet zaczynają pisać o Tareku Husseinie Faridzie zaczyna się istny festiwal przypuszczeń, gdybań i domniemywań, jakby autorzy nie do końca byli pewni, czy to, co piszą jest prawdą, czy nie; czy Heim faktycznie zbiegłszy do Kairu, przeszedł na islam i zmienił nazwisko, czy też Tarek Hussein Farid to ofiara podobieństwa do niemieckiego zbrodniarza.
Niestety całość napisana jest bez polotu. Chwilami wręcz zadziwia naiwność dziennikarzy. Jakby dopiero pisząc biografię Heima, poznawali historię najnowszą. Heim uciekł sprawiedliwości, chociaż po wojnie był aresztowany (i zwolniony z braku dowodów). Niemcy chciały zapomnieć o tym, do czego doprowadziły Europę w pierwszej połowie lat 40. i procesy w Dachau, Norymberdze czy Lüneburgu wydały się im wystarczającą pokutą. Gorzej, że podobnie myśleli również Amerykanie i Brytyjczycy, którym bardziej zależało na przechwyceniu nazistowskich naukowców, niż na wymierzeniu kary zbrodniarzom wojennym. To sprzyjało ludziom pokroju Heima, który przez blisko 20 lat żył i praktykował jako lekarz nie niepokojony przez nikogo. I można było napisać naprawdę dobrą historię, może krótszą, ale za to bez nachalnych powtórek, które zamiast wstrząsać, w końcu zaczynały niecierpliwić. Osobiście nie poleciłabym jej osobom zainteresowanym historią II wojny światowej. Może gdyby ją skrócić o jakieś 150 stron...
Moja ocena: 2


[1] Por. przypis redaktora naukowego, N. Kulish, S. Mekhennet, Doktor Śmierć. Aribert Heim. Bestia i zwyrodnialec, PWN, Warszawa 2014, s. 9.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz