piątek, 29 stycznia 2016

Christiane Felscherinow, „Christiane F. Życie mimo wszystko”

Christiane Felscherinow, Christiane F. Życie mimo wszystko, Iskry, Warszawa 2014, 283 s.

Teraz, po 35 latach Christaine V. Felscherinow wydała kolejną książkę będącą relacją jej dalszych losów. W „Życiu mimo wszystko” opowiada o postanowieniu, że koniec z narkotykami, którego nie udaje się zrealizować, o więzieniu, o szczęśliwym czasie w Grecji, o walce z nałogiem, o ludziach spotkanych po drodze, o programie metadonowym, do którego została przyjęta, o swoim alkoholizmie i powrotach do heroiny, wreszcie o narodzinach Phillipa i macierzyństwie, które odmieniło jej życie. Dziecko, to jest coś najlepszego, co w życiu mnie spotkało – mówi autorka. Chciała być dobrą, troskliwą matką. Znała i rozumiała potrzeby dziecka i starała się ze wszystkich sił stworzyć Phillipowi bezpieczny dom i szczęśliwe dzieciństwo, którego sama nie miała. Nie wszystko jednak się udało.

Swego czasu z wypiekami na twarzy czytałyśmy z kuzynką fragmenty „My, dzieci z dworca ZOO” publikowane w „Gazecie Młodych”, a potem, kiedy chodziłam już do pierwszej klasy liceum, udało mi się kupić właśnie wydaną przez Iskry książkę Christiane F. Było to na przełomie roku 1987 i 1988, jeździłyśmy ze wspomnianą już kuzynką do Warszawy co jakiś czas, głównie po książki, bo w naszym rodzinnym mieście trudno było coś ciekawego znaleźć. Młodszym uświadamiam, że nie były to już czasy, gdzie wszystko było właściwie spod lady, niemniej, jeśli chodzi o książki, nadal w Białymstoku panowały zastój i cisza.
„My, dzieci z dworca ZOO” krążyła potem po mojej klasie i wróciła do mnie złachana koszmarnie. Przyznać trzeba, że temat wciągał. Dla nas, przeciętnych piętnasto- i szesnastolatek wspomnienia rówieśniczki, która paliła, chlała i skurwiła się dla narkotyków brzmiały niczym opowieści z innej planety. Szok, niedowierzanie, uzmysłowienie sobie, że w Polsce też narkomani istnieją (baczniej zaczęłyśmy zwracać uwagę na to, co o Monarze Kotańskiego pisało na przykład „Na przełaj”, pojawiły się i polskie wspomnienia). Książka Christiane F. była wydarzeniem, była nowością i jednocześnie przestrogą, jak można sobie przesrać życie już na starcie.
Minęło ponad dwadzieścia lat. Teraz moja starsza córka jest w wieku opisywanym swego czasu przez Christiane F. W sumie jestem ciekawa, kiedy (i jeśli) zechce „My, dzieci z dworca ZOO” przeczytać. Jedno jest pewne, nie ma sensu sięgać po część drugą „Życie mimo wszystko”. Jest to po prostu zapis życia kobiety, która nigdy do końca nie uwolniła się od nałogu, która zarobiwszy kupę kasy na swoich wspomnieniach wszystkie pieniądze przejadła, przepiła, przećpała i przepuściła na inne rozrywki, która nie potrafiła być odpowiedzialną matką i postanowiła wrócić do opowiadania o swoim życiu, żeby podreperować swój budżet. „Życie mimo wszystko” to książka w sumie o niczym. Ot, kolejne nieudane życie.
Można sobie spokojnie darować.

2 komentarze:

  1. Oceniasz jej książkę czy jej życie? Nawet jeśli jej życie to myślę, że to jej sprawa na co wydała swoje pieniądze. Może Ci się w głowie nie mieścić ale niektórzy wybierają taka drogę. A gromadzenie majątku mają gdzieś. Ważniejsze są przeżycia, przygody. W różnych odcieniach. Dobre, niedobre, trzeźwe, na bani... A tak na marginesie. Ciekawe życie miała. Ma nadal? Trochę świata zwiedziła. Poznała sporo ciekawych, znanych osób. Koło których Ty nawet pewnie nie staniesz. I to wszystko dzięki narkotykom. Taki paradoks! Książka jak najbardziej warta przeczytania. Mało kto porusza takie tematy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe życie i przygody można mieć i bez narkotyków. I bez odebranego dziecka. Skoro książka jest o jej życiu, to siłą rzeczy ocenia się jej życie. Zapisów wychodzenia z nałogów jest teraz multum, ta książka nie wyróżnia się niczym. Irytuje i wzbudza podejrzenie, że powstała, żeby Christiane F. mogła podbudować się finansowo.

      Usuń