Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Carr Caleb. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Carr Caleb. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 lipca 2012

Caleb Carr „Anioł ciemności”

Lubię grube książki, ale nie lubię pisania dla samego marnowania atramentu. A taka jest kontynuacja „Alienisty”.
Opowieść o Libby Hatch (mowa jest o niej już na pierwszych kartach powieści, więc żadnej tajemnicy nie zdradzam) stała się dla Carra pretekstem do snucia mnóstwa wątków.
Mamy zatem wątek kryminalny, czyli sprawę porwanej dziewczynki i mordowanych dzieci. Wątek miłosny – afekt Steviego Taggerta do młodocianej prostytutki Kat Devlin (i pretekst do opisania kolejnego rozdziału prostytucji dziecięcej w dziewiętnastowiecznym Nowym Jorku). Wątek środowiskowy – opowieść o gangu Nowego Jorku Hudson Dusters, jego przywódcy Goo Goo Knoksie i podrzędnym alfonsie Ding Dongu (pretekst do opisania środowiska kryminalnego). Wątek sądowy, gdzie pojawia się kolejna postać – prokurator Rupert Picton, a powieść zaczyna przypominać książki Jodi Picoult. Mamy też wątek feministyczny – opowieść o biurze detektywistycznym i poczynaniach dzielnej Sary Howard i wątek lojalnościowy – gdzie pojawia się tajemniczy filipiński Pigmej El Niño. Jest też wątek naukowy – bracia Isaaksonowie jako prekursorzy kolejnych nowych technik w kryminalistyce, wątek psychologiczny – doktor Kreizler i jego mała pacjentka, czy wreszcie wątek militarny – pretekst aby na kartach „Anioła ciemności” pojawił się Theodore Roosevelt.
Dużo postaci, dużo wątków, dużo stron. A gdzieś w tej wielości wszystkiego gubi się to co najciekawsze – Nowy Jork końca dziewiętnastego wieku i najważniejsze – sprawa „anioła ciemności”. Powieść jest przegadana, obliczona na ilość a nie – jakość. Osiemset stron nudy. Gdyby książka była o połowę krótsza, czytałoby się ją lepiej. Zdecydowanie.
Moja ocena: 2

sobota, 29 października 2011

Caleb Carr „Alienista”

Kiedy Caleb Carr pisał swego „Alienistę” nie powstały jeszcze ani „Kryminalne zagadki Las Vegas”, ani „Zabójcze umysły”. Rozwiązywanie kryminalnych zagadek składało się w głównej mierze z łączenia ze sobą kolejnych tropów, dedukowania, czy maglowania bez końca świadków i podejrzanych.
Szczególną uwagę zwraca ujęcie historyczne powieści. Dziewiętnastowieczny Manhattan z jego spelunkami, burdelami i przerażającym szpitalem psychiatrycznym opisany jest tak plastycznie, że wystarczy tylko przymknąć oczy i ciemna strona miasta już się wizualizuje. Od czasu do czasu Carr odnosi się do wydarzeń, jakie miały miejsce w 1896 r., na przykład wspominając o H. H. Holmesie. W innym miejscu powieści plastycznie opisuje domowe zacisze Roosevelta. Każdy historyczny szczegół wydaje się być dopieszczony co do litery.
Dodatkowo, niby mimochodem, Carr przemyca wiadomości na temat rozwoju kryminalistyki w końcu XIX wieku. Dwaj bracia Isaaksonowie są prekursorami nowojorskiej policji w zbieraniu odcisków palców, czy dokładnego dokumentowania miejsc zbrodni przy użyciu aparatu fotograficznego. Laszlo Kreizler z kolei skupia się na osobie mordercy, stara się dociec kim jest i dlaczego robi, to co robi, innymi słowy – pragnie poznać psychologiczną osobowość winowajcy i napędzające go imperatywy. Alienista interesuje się zarówno ofiarami, jak i ich katem, wychodząc z założenia, że nie ma skutku bez przyczyny. Wisienką na torcie nowatorstwa jest postać Sary Howard - kobiety niezależnej, niemyślącej o zamążpójściu czy dzieciach, lecz o udowodnieniu twardogłowym i skorumpowanym władzom policyjnym, że kobieta też zdolna jest pracować w policji.  Dodajmy do tego jeszcze dwóch byłych podopiecznych Kreizlera – Murzyna Cyrusa i nastolatka Steve’a, obu z kryminalną przeszłością, osobę Theodora Roosevelta (przyszłego prezydenta), jako komendanta policji oraz dziennikarza Johna Moore’a wraz z jego strachliwą babką i oto mamy doskonale naszkicowany przekrój niemal wszystkich warstw społecznych miasta i sposobu ich postrzegania świata.
Wątek kryminalny prowadzony jest sprawnie. Bohaterowie tropią, sprawdzają, analizują, badają, czytają i robią wszystko, aby jak najszybciej zapobiec kolejnym zbrodniom. Klimat powieści jest mroczny i nic w tym dziwnego, skoro większość akcji rozgrywa się nocną porą. Ale nawet w blasku dnia, Carr funduje czytelnikom mrożące krew w żyłach epizody.
A jednak chyba najmniej w „Alieniście” thrillera. Biorąc do ręki opasły tom i czytając rozdział po rozdziale, czytelnik nastawiony wyłącznie na akcję i strzelaninę, srodze się zawiedzie. Zabójstwa męskich prostytutek wydają się tylko pretekstem, aby ukazać Nowy Jork u progu XX wieku. I aby przekonać czytelnika, że psychopaci istnieli w Stanach Zjednoczonych na długo przed Tedem Bundym czy Synem Sama.
Moja ocena: 4