Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Child Lincoln. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Child Lincoln. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 października 2011

Douglas Preston, Lincoln Child „Księga umarłych”

Przebrnęłam przez „Księgę umarłych” kończącą trylogię o Pendergraście. Jestem rozczarowana totalnie. I już piszę dlaczego:
- dopiero w tej książce autorzy raczyli czytelnika powiadomić, że była jakaś trylogia;
- rzeczy najbardziej przerażające i tak nie zostały opisane, acz tylko skwitowane: „Błagam. Proszę mnie o to nie pytać.” (s. 363), czyli autorom zabrakło fantazji i wyobraźni by opisać zgrozę;
- sama „zbrodnia doskonała” była wyjęta niczym z kreskówek dla dziewczyn typu „Odlotowe agentki” – lasery krzywdzące nie tylko ludzi uwięzionych, ale także ludzi oglądających transmisję;
- „geniusz zbrodni” został zaszczuty przez naturszczyka;
- ucieczka z więzienia – nierealna, prawie jak plany Egona Olsena.
Dno, dno i jeszcze raz dno. Dobrych utrzymano przy życiu, zły – skończył wybuchowo. A miłość rządzi światem. To jest dobre tylko i wyłącznie do pociągu i tylko interRegio, bo wówczas niewygody podróży rekompensują niewygody lektury.
Nigdy więcej książek tego duetu.
Moja ocena: 3

Douglas Preston, Lincoln Child „Siarka”, „Taniec śmierci”

„Siarka” zapowiadała się niesamowicie, ale tak się zastanawiam, jakie to stropy są nędzne w drogich apartamentach nowojorskich, że przecieka przez nie tłuszcz? Ja rozumiem kwas w „Obcym” przeżerający metalowe części i wszystko inne, ale ludzki tłuszcz przeciekający przez sufit? Te sufity są z gipsu czy co? Nadmierne efekciarstwo, niedokończona historia to jakby apel autorów: „Kupcie nasz kolejny produkt, kupcie! A dowiecie się więcej!” Jedna niedokończona historia może być, ale jeśli robi się z tego jakaś saga, to ja przepraszam bardzo, ale wolę już swojego Manna i jego „Wyznania hochsztaplera Feliksa Krulla” – tam przynajmniej pomimo rozwlekłości typowej dla tej epoki, jest w utworze jakiś sens i myśl przewodnia.
W „Siarce” mamy obiecujące morderstwa, a rozwiązanie jest banalne, tak banalne, aby amerykański czytelnik to przełknął i nie podejrzewał światowego spisku. Do tego bezczelnie kradną bohatera powieści Williama Collinsa z „Damy w bieli”. Poza tym jak ładnie się asekurują odcinając się w „Podziękowaniach” od dwóch wykreowanych przez siebie bohaterów: „błędnych interpretacji Pisma świętego przeprowadzonych przez Wayne’a P. Bucka oraz od nieprawidłowego stosowania zasady złotej proporcji przez profesora von Mencka”. Czytelnik zaczyna lekturę z nastawieniem, że (za przeproszeniem) ci panowie są be.
Moja ocena: 3

* * *

„Taniec śmierci” ciągnie wątek, a do tego autorzy postanowili odnieść się do sprawdzonych wzorców: geniusz dobra kontra geniusz zła. Pendergrast kontra jego baaardzo zły brat. Ja tego nie kupuję. Jedyny dobry moment, który mógłby liczyć się na plus, gdy ginie jedna z ofiar „złego” Pendergrasta i tak jest później sknocony. Same zaś morderstwa… och to takie trywialne, że aż mnie mdli. Nie zdradzę dlaczego, ale podsunę wskazówkę: pragnienie także trzeba umieć przedstawić. Czy to pragnienie zemsty, zdominowania ludzkości czy też posiadania niewyobrażalnej kasy. Przewidywalność coraz częściej gości w książkach duetu. Jeśli przeczytacie „Siarkę”, będziecie wiedzieć co jest nie tak z jednym z bohaterów „Tańca śmierci” i to już jest po prostu żenujące.
Moja ocena: 3

Douglas Preston, Lincoln Child „Gabinet osobliwości”, „Martwa natura z krukami”

„Gabinet osobliwości” porusza niesamowity temat tak zwanych „gabinetów osobliwości” rodzących się jak grzyby po deszczu w Nowym Jorku końca XIX wieku. Co istotniejsze – przeszłość wiąże się z teraźniejszością. Mamy krwawe i okrutne zbrodnie, mamy znowu agenta Pendergrasta i poszukiwanie mordercy z lat dawnych i jego obecnego naśladowcy. Książka wciąga, nie powiem. Najlepsze są szczegóły dotyczące badań archeologicznych. Potem odkrycie niesamowitego domu i odkrywanie jego tajemnic. Moim skromnym zdaniem jest to jedna z najlepszych książek duetu, a czytanie jej w czasie jazdy, co jakiś czas patrząc na zaśnieżone lasy czy opustoszałe zaśnieżone pola – tylko wzmacnia efekt.
Moja ocena: 4.5


* * *

Nie mogę jednak powiedzieć, że kolejna książka „Martwa natura z krukami” mnie powaliła. Sam pomysł jest dobry, niedający się sklasyfikować seryjny morderca to gratka dla fanów gatunku. Jednak uważam, że książka mogłaby być co najmniej o 100 stron krótsza, bo finał przeciąga się w nieskończoność, a nawet umiarkowanie inteligentny czytelnik zaczyna się domyślać o co chodzi. Dopiero sam epilog, ostatnia jego część podwyższa adrenalinę i jednocześnie przypomina dobre czasy Agaty Christie.
Preston i Child stają się zbyt przewidywalni. To sprawia, że „Martwa natura…” zaczyna nużyć i chociaż starają się przeciwstawić sobie dwa sposoby myślenia, przecież wiemy, że to Pendergrast ma zawsze rację. Spokojnie można by było wyciąć zbędne wątki, a książka by na tym nie ucierpiała.
Poza tym zaczyna mnie nieco wkurzać nieomylność owego agenta przypominającego przedsiębiorcę pogrzebowego. Ja wiem, że każdy bohater powieści kryminalnych z dreszczykiem musi się czymś wyróżniać. Sherlock Holmes – Artura Conan Doyle’a miał swoją fajkę i grę na skrzypcach, Herkules Poirot Agaty Christie charakteryzował się dbałością o swe wąsiki i porządek, panna Jane Marple, też Agaty Christie, miała zamiłowanie do ploteczek, Robert Langdon Dana Browna nosi zegarek z Myszką Miki i ma klaustrofobię, a Lincoln Rhymes z książek Jeffery’a Deavera jest przykutym do łóżka błyskotliwym kryminalistykiem, którego oczami jest Amelia Sachs – policjantka w nim zakochana. Pendergrast ma swój garnitur, włosy białe jak u Andy Warhola i zawsze rację. Powoli zaczynam nabierać podejrzeń, że spółka nie jest najlepszym rozwiązaniem, a Preston i Child stworzyli jakiegoś mutanta. Nawet jego ludzkie odruchy są wystudiowane, a przynajmniej się takie wydają.
Moja ocena: 3.5

Douglas Preston, Lincoln Child „Relikt”

Pewna sąsiedzka kolacyjka miała swoje konsekwencje w postaci pożyczenia od Sąsiadki góry książek duetu Douglas Preston/ Lincoln Child. Nowe objawienie w kategorii kryminałów i thrillerów odnoszących się do historii i wszelkich innych nauk. Lubię czytać seriami, zatem ustaliłam sobie co jest pierwsze, co drugie etc. Sąsiadka uprzedziła, że „Relikt” jest najsłabszy. Brałam się zatem do książki „z pewną taką nieśmiałością” ;). Ale okazała się zaskakująco dobra i logiczna. Jak na thriller z pogranicza nauki, miała sensowne wytłumaczenia, a jednocześnie wartką, niezbyt krwawą (umownie) fabułę. Autorzy najpierw wrzucają nas w sam środek amazońskich lasów, aby potem przenieść akcję do Muzeum Historii Naturalnej. Mamy i zbrodnie, i jakże częste w naszych czasach – naciski „góry” aby wyciszać co bardziej skandalizujące wydarzenia szacownych instytucji. Jednym zdaniem – dobry wizerunek jest najważniejszy, a wszystko inne to tania i niepotrzebna sensacja. Książka napisana z werwą i bez zbytniej fantastyki. Wiarygodna i dobra rozrywka z ekscentrycznym agentem FBI – Pendergrastem w roli ogniwa łączącego wszystkie powieści duetu.
Moja ocena: 4