Pokazywanie postów oznaczonych etykietą McCall Smith Alexander. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą McCall Smith Alexander. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 lutego 2014

Alexander McCall Smith „Mieć siedem lat”

Alexander McCall Smith, Mieć siedem lat, Muza, Warszawa 2013, 296 s.

Nie ma ważniejszych spraw dla sześciolatka niż perspektywa skończenia siedmiu lat, i to wkrótce.
Bertie, rezolutny mieszkaniec kamienicy przy 44 Scotland Street, zamiast lekcji włoskiego, gry na saksofonie i spotkań z terapeutą woli poświecić się grze w rugby, uczestniczyć w biwakach i być „prawdziwym chłopcem”. Jednakże na drodze do zrealizowania tych marzeń stoi nieznosząca sprzeciwu Irene, zdecydowana za wszelką cenę kontynuować proces "ulepszania" swojego pierworodnego.
Jednakże los płata figle...

Ostatnia jak do tej pory wydana po polsku część z serii „44 Scotland Street” daleko odbiegła treścią, akcją i umiejscowieniem od swych początków. Słoneczna Toskania, Florencja, krajobrazy Szkocji, postaci rozproszone po całym Edynburgu. I tylko Irene pozostała niezmiennie irytująca z całą swą wszechwiedzą. Jej dwie szczególnie drażniące myśli zapodaję pod tekstem. Ta baba nadawałaby się na więzienną strażniczkę, bo matka to z niej fatalna. Bertie nadal ma sześć lat, to już fenomen na skalę światową, ale w sumie rację ma autor i po co dorastać zbyt szybko?
Chwilą oddechu są perypetie Domeniki i Angusa w czasie podróży po Włoszech. Romantyzm przeplata się z komizmem, a jednocześnie McCall Smith puszcza do czytelników oko i przypomina, że miłość nie jest równoznaczna z namiętnością, a drugiej osoby można szukać nawet w jesieni życia. Poszukiwania te są tym przyjemniejsze, że tłem są piękne toskańskie pejzaże.
Pojawia się również Bruce przypominający swych zachowaniem to doktora Jekylla, to pana Hyde’a. Matthew spodziewa się potomka. I nagle wszystko się urywa, kończy w najciekawszym momencie. Pozostajemy z wielkim znakiem zapytania. I jeśli o mnie chodzi, z pragnieniem, aby przeczytać część kolejną.
Moja ocena: 4

* * *

McCall Smith Alexander; Mieć siedem lat;
- To nieładnie kryć się przed mamą – ciągnęła Irene. – Chłopcy nie powinni mieć przed mamą żadnych tajemnic. Mama to najlepszy przyjaciel, nie tylko teraz, ale na całą resztę życia.

McCall Smith Alexander; Mieć siedem lat;
Powinieneś wiedzieć, mój drogi, że zawsze nie zawsze znaczy zawsze. Ogólnie rzecz biorąc, owszem, ale czasami znaczy nigdy. Zapamiętaj to sobie.

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Alexander McCall Smith „Nieznośna lekkość maślanych bułeczek”

Alexander McCall Smith, Nieznośna lekkość maślanych bułeczek, Muza, Warszawa 2012, 320 s.

W kolejnym tomie sześcioletni Bertie wstępuje do skautów; Matthew próbuje na nowo odkryć uroki życia małżeńskiego; narcystyczny Bruce z przerażeniem odkrywa swoją pierwszą zmarszczkę, a bandzior z Glasgow, Smalec O'Connor, przybywa z darami...
Co z tego wyniknie?

Jakoś najbardziej przypadła mi do gustu ta część. Jest napisana z biglem, postaci wpadają w nieprawdopodobne sytuacje, a jednak wszystko wydaje się być spisane lekko i niewymuszenie. Nudnawy Matthew przeżywa mrożącą w żyłach przygodę zakończoną w sposób nadzwyczajny. Irytujący, zapatrzony w siebie Bruce zaczyna przejawiać ludzkie cechy. Nie jestem oryginalna i największym sentymentem darzę Bertiego, to naprawdę słodki dzieciak i nieskończenie cierpliwy, co jest podziwu godne przy tak szurniętej matce jak Irene. Fantastycznie ironiczny portret matki wiedzącej lepiej – zawsze i wszędzie. I wszystko. Ponadto McCall Smith oprowadza czytelnika po całym Edynburgu i ponownie spotykamy Iana Rankina.
Miałam przyjemność oglądać niedawno zdjęcia Edynburga, niestety nie było na nich ujęć Scotland Street, ale muszę przyznać, że miasto prezentuje się nieziemsko (pomimo że pogoda była typowo szkocka – zimno, wietrznie i mokro). Och, pojechać i zobaczyć wszystko na własne oczy. Tymczasem pozostaje lektura McCall Smitha.
Moja ocena: 5

środa, 18 grudnia 2013

Alexander McCall Smith „Świat według Bertiego”

Alexander McCall Smith, Świat według Bertiego, Muza, Warszawa 2011, 343 s.

44 Scotland Street to nie taki sobie zwykły adres. Nie wszędzie znajdzie się chłopczyk podobny do Bertiego, sześcioletniego saksofonisty obdarzonego wieloma talentami. A sąsiedzi w tej eleganckiej, trochę artystycznej okolicy Edynburga? Cyril to pies o złotych zębach; jego pan to Angus Lordie, ekscentryczny malarz portrecista, ich wspólni znajomi to między innymi Matthew, młody człowiek wiecznie poszukujący miłości oraz Duża Lou, dostarczająca wszystkim kawy i filozoficznej porady życiowej.


Nie ma chyba bardziej irytującej kobiety niż Irene. Gdyby Melanie Klein zalecała noszenie spódniczek przez chłopców w ramach integracji płciowej, zapewne pani Pollock ubrałaby swego synka w najbardziej dziewczęcą z dziewczęcych spódniczkę z falbanami. Różową. Co ciekawe, Bertie wciąż ma sześć lat, chociaż wszyscy wokół się starzeją.
Myśli Domeniki krążą wokół swojej/ nieswojej filiżanki będącej w posiadaniu jej starej przyjaciółki i jej nowej sąsiadki – Antonii. Kwestie bezwiednego pożyczania i sąsiedzkiego savoir vivre’u wloką się bez końca. Mamy też polski akcent, czyli polskiego budowlańca o imieniu Markus, atrakcyjnego przygłupa umiejącego powiedzieć po angielsku tylko jedno słowo: „Cegła”. Jak nas widzą, tak nas piszą.
Na scenę powrócił Bruce, który robi się coraz bardziej narcystyczny, pazerny i leniwy. Z kolei Pat jest coraz bardziej mdła i nijaka. Autor zaś pomału zaczyna się gubić w wątkach i zaprzecza sam sobie.
„Świat według Bertiego” przeczytałam siłą rozpędu, bo nie ukrywam, że książkę czyta się lekko i przyjemnie. Ale czuję się już coraz bardziej zmęczona bohaterami i wydaje się, że dobrze mi zrobi mały odpoczynek przed dwoma ostatnimi tomami. Takie sobie.
Moja ocena: 3

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Alexander McCall Smith „Miłość buja nad Szkocją”

Alexander McCall Smith, Miłość buja nad Szkocją, Muza, Warszawa 2011, 351 s.

A teraz czas na tom trzeci, w którym Bertie, niezwykle utalentowany sześciolatek, wciąż zmaga się bohatersko ze swymi wrogami: nieznośną matką i jej wspólnikiem, psychoanalitykiem doktorem Fairbairnem. Pat znów ma kłopoty natury sercowej, złotozęby pies Cyril wchodzi w konflikt z prawem, a Duża Lou jak zawsze służy kawą i poradą wszystkim bywalcom swojej kawiarni.


I cóż ja mogę napisać o kolejnej części „44 Scotland Street”? Jest wciągająca, to pewne. Acz niektórzy bohaterowie stają się zbyt wkurzający. Moja pierwotna sympatia dla Pat, zmieniła się podczas czytania w irytację. Młoda dzierlatka, która sama nie wie czego chce. Matthew szukający miłości i odnajdujący się powoli w roli prowadzącego galerię zaczyna nabierać barw i zainteresowanie jego losami wzrasta.
Prowadzone daleko od rodzinnej Szkocji badania antropologiczne Domeniki dają czytelnikowi odpocząć od perypetii mieszkańców Edynburga, którzy rozpierzchli się po całym mieście.
Ale najciekawszymi postaciami i tak pozostają Angus i Bertie. Malarz kochający ponad wszystko swego psa i sześciolatek, który znowu ugina się pod ambicjami swojej matki. To przerażające, jak bardzo ambicja i nadmierne aspiracje mogą skrzywdzić dziecko, które powinno się kochać bezwarunkowo i czynić wszystko, by dzieciństwo upływało mu w jak najmniej stresującym otoczeniu. Irene zaślepiona pismami Melanie Klein doprowadza kwestie pedagogiczne do absurdu. Podobnie absurdalne są zachowania Fairbarna i może byłoby to bardziej śmieszne, gdyby spomiędzy wersów nie wyzierał strach, że tacy ludzie jak Irene i Fairbarn naprawdę istnieją, naprawdę wierzą, że postępują prawidłowo i nie zdają sobie sprawy ile cierpienia zadają tym dziecku.
Brakowało mi w „Miłości...” Bruce’a. Czytanie o poczynaniach tego bufona wpływało na mnie dziwnie oczyszczająco.
Moja ocena: 4

wtorek, 10 grudnia 2013

Alexander McCall Smith „Opowieści przy kawie”

Alexander McCall Smith, Opowieści przy kawie, Muza, Warszawa 2011, 333 s.

Kto czytał „44 Scotland Street”, chętnie dowie się, co słychać u znajomych mieszkańców pewnej kamienicy w Edynburgu. Ale także ci, którzy nie znają twórczości Alexandra McCalla Smitha, powiedzą po zakończeniu lektury to samo, co autor po zakończeniu pisania: „Ani przez chwilę się nie nudziłem”.
Najróżniejsze, bardziej i mniej prawdopodobne przygody, nie całkiem udane miłosne intrygi, chybione ambicje rodziców, szczypta domorosłej filozofii, manowce popularnej psychoanalizy… Każdy odnajdzie w tej powieści jakieś własne doświadczenia, może doszuka się uniwersalnych prawd – lecz przede wszystkim będzie się dobrze bawić.


Do bohaterów McCall Smitha człowiek się przyzwyczaja. Zaczyna ich traktować niczym dobrych znajomych i chce wiedzieć, co też nowego w ich życiu.
Przez „Opowieści przy kawie” nie przewija się jeden główny wątek. McCall Smith po prostu opisuje ich dalsze losy, a są one coraz ciekawsze i bardziej dynamiczne. Na szczęście w niebyt poszła rodzina pracodawcy Bruce’a. Z drugiej strony autor wprowadził na scenę nudziarza Ramseya Dunbartona, przy którego wspomnieniach jego żona Betty przysypiała, a ja ziewałam. Można to przecierpieć.
W „Opowieściach przy kawie” McCall Smith nawiązuje do relacji na linii rodzice-dzieci. Częściej pojawia się ojciec Pat, poznajemy też ojca Matthew – Gordona, Stuart Pollock stara się włączyć w „przedsięwzięcie Bertie”. Właśnie wątek Bertiego staje się coraz ciekawszy. Sześciolatek obserwuje otaczający go świat i czyni pierwsze próby, by wpłynąć na swój los. Psychoterapeuta widziany jego oczyma to sfrustrowany i uwielbiający nadinterpretacje konował-teoretyk pragnący sławy, a nadający się raczej na pacjenta szpitala na nerwowo wyczerpanych. Równie ciekawą postacią z psychologicznego punktu widzenia jest Bruce, który w końcu ma szansę na wyniesienie jakichś nauk ze swoich poczynań. Ale czy narcyz jest w stanie czegokolwiek się nauczyć? McCall Smith coraz dokładniej portretuje swoich bohaterów, stawia ich przed różnymi decyzjami, daje szanse na zmiany. Przede wszystkim jednak stwarza ciepły obraz społeczności powiązanej ze sobą różnymi zobowiązaniami i więzami, z tętniącym życiem Edynburgiem w tle.
Moja ocena: 4

środa, 4 grudnia 2013

Alexander McCall Smith „44 Scotland Street”

Alexander McCall Smith, 44 Scotland Street, Muza, Warszawa 2010, 311 s.

Pierwszy tom cyklu wprowadza w atmosferę kamienicy w eleganckiej części Edynburga, zamieszkałej przez bogatych burżujów i nieco zblazowanych artystów, studentów i poetów. Każde mieszkanie zajmuje interesujące postaci: Pat to młoda wieczna studentka w związku z Brucem - superprzystojnym, nieprzewidywalnym i narcystycznym fanem rugby, Irena - pełna pretensji elegantka, matka pięcioletniego Bertiego, dziecka geniusza, który podpalił gazetę czytającemu ją ojcu i poddany jest terapii u znanego edynburskiego psychoanalityka. Wszystko zaś obserwuje i komentuje  bystra  i tajemnicza Domenica MacDonald. Przyjaźni się ona z wieloma lokalnymi osobistościami. Wraz z bohaterami odwiedzamy okoliczne bary i puby. Spotykamy barwną klientelę - znanego pisarza Iana Rankina czy głośnego polityka Toma Dallyella.

Mam marzenie: pojechać do Szkocji. I najlepiej tam zostać. Jak to z marzeniami bywa, pozostaje w sferze bliżej nieokreślonej przyszłości, bo to, bo tamto. Ale od czego są książki? Co prawda wolałabym poczytać sobie o bardziej plebejskim Glasgow niż o wyrafinowanym Edynburgu, lecz jak to mówią: jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma.
A mam za sobą „44 Scotland Street” i jestem dość zadowolona. McCall Smith już w przedmowie zaznaczył, że nie jest to książka typowa, bowiem wcześniej ukazywała się jako powieść w odcinkach. Są dwa rodzaje takich powieści. Dickens, Dumas czy Sienkiewicz pisali powieści stricte odcinkowe. To raz. W czasach mojej młodości pęd do czytania był odwrotnie proporcjonalny do tego, co oferowały księgarnie. Niektóre gazety wychodziły naprzeciw zapotrzebowaniu i drukowały na swoich łamach powieści, które z założenia odcinkowymi nie były. To dwa. Do dziś pamiętam jak w latach osiemdziesiątych kupowałam co wtorek gadzinówkę ZSMP – „Walkę Młodych”, tylko po to, żeby przeczytać kolejny fragment „Dzieci z dworca ZOO”. Sentyment do powieści w odcinkach pozostał do dziś.
Zatem z jednej strony marzenie, z drugiej – sentyment. Lektura McCall Smitha sama się narzucała. Nie powiem, żeby była to literatura najwyższych lotów, ale jako rozrywka i odpoczynek sprawdza się bardzo dobrze. Nieco denerwująca jest mnogość bohaterów. Już mieszkańców domu przy Scotland Street jest wielu, a McCall Smith dorzuca jeszcze kilku, bez opowieści o których spokojnie mogłabym się obejść. Na przykład bez całej tej rodziny pracodawców i ich znajomych narcystycznego Bruce’a. Sam Bruce Anderson jest za to sportretowany znakomicie. Takich mężczyzn spotyka się coraz więcej: zapatrzonych w siebie, ukształtowanych przez media, skupionych wyłącznie na własnej urodzie, powierzchownych i dyletanckich. Podobnie rzecz ma się z Irene – nadambitną matką przenoszącą wszystkie swe niespełnione marzenia na dziecko. Czytam o tej babie i krew się we mnie burzy: górnolotne gadki, specjalistyczna wiedza i pustka emocjonalna. I tylko dziecka żal.
Są też bohaterowie pozytywni – młoda Pat szukająca swojego miejsca w życiu, czy Domenica – wyprowadzająca na spacery swój samochód, mająca za sobą niezwykłe życie i równie niezwykłych przyjaciół. Szczególnie o Domenice chętnie poczytałabym więcej. Ta postać ma potencjał! Podobnie Duża Lou prowadząca kawiarnię. Muszę przyznać, że McCall Smith ma oko i pióro do charakteryzowania ludzi. Nie są nijacy i papierowi. Gorzej już jest z ich życiem. Trudno wymyślić coś efektownego i zaskakującego przy takiej mnogości przewijających się postaci. Skupianie się na szczegółach nieistotnych z punktu widzenia intrygi, spowalnia tempo opowieści. Chwilami wydaje się, że McCall Smith pisze aby pisać, że dostaje pieniądze od wierszówki, idzie na ilość zamiast na jakość. A książka reklamowana w „The Times” jako „gorące kakao w mroźny wieczór” przypomina kakao wystygłe i do tego z ohydnym kożuchem na wierzchu.
Nie zraziłam się. Postanowiłam zobaczyć co będzie dalej. Losy małego Bertiego mnie zainteresowały, nie ukrywam, że czekam też na chwilę, kiedy Bruce Anderson będzie musiał stawić czoła nie tak bajkowej, jak sobie wyobraża, rzeczywistości. Po prawdzie już zaczęłam drugą część – „Opowieści przy kawie”.
Moja ocena: 3.5