czwartek, 17 marca 2016

Sándor Márai „Zazdrośni”, „Obcy”

Sándor Márai, Zazdrośni, Czytelnik, Warszawa 2010, 251 s.

„Zazdrośni”, drugi (po „Zbuntowanych”) tom sagi Sándora Máraiego poświęcony jest już bez reszty losom rodu Garrenów. Péter, najstarszy z braci, po wielu latach pobytu za granicą wraca do rodzinnego miasta, wezwany zawiadomieniem o ciężkiej chorobie ojca. Opuszcza Zachód Europy, by wrócić na Wschód. Tymczasem miasto, w którym się urodził i wychował, i które rozkwitło dzięki pracy pokoleń Garrenów i podobnych im rodów, znalazło się już w granicach innego państwa – rządzą w nim obcy. 








Sándor Márai, Obcy, Czytelnik, Warszawa 2012, 246 s.

„Obcy”, trzecia część nieformalnej sagi rodu Garrenów Sándora Máraiego. W „Obcych” autor cofa się w czasie w stosunku do poprzedniej części cyklu i ukazuje, jak doszło do zajęcia miasta przez obcych, jaki opór wewnętrzny stawiała ludność, nie pozwalając się zdominować moralnie i duchowo, i jak powoli kruszał ten opór. Jednocześnie gasła wola życia Gábora Garrena, jednego z dwóch - obok biskupa Jànosa - duchowych przywódców miasta, którego w końcu zmogła niedająca się do końca określić choroba. Śmierć seniora rodu stała się jednocześnie czymś w rodzaju wyroku dla miasta, po utracie „artysty”, który czuwał nad tradycją i kulturą, stanowiącymi ramy i sens życia, mieszkańcy prędko utracili siły do walki o zachowanie własnej tożsamości.

„Zazdrośni” i „Obcy” byli kiedyś całością i tak zdecydowałam się potraktować te części. Trudno mówić o akcji w książkach Máraiego, treścią jest powrót synów na wieść o śmiertelnej chorobie ojca. Powracają znani już ze „Zbuntowanych” Péter i Tamás, oraz Albert z rodziną i Edgár z młodą żoną. Ich spotkanie po latach z siostrą, która jako jedyna pozostała w domu, daje Máraiemu pretekst do zastanowienia się nad stosunkami panującymi w tej rodzinie i nad tym, jak zmiana granic wpłynęła na ludność całego miasta.
Garrenowie nie są typową mieszczańską rodziną, nie są ze sobą zżyci i właściwie łączy ich tylko osoba ojca - Gábora Garrena, który żenił się trzykrotnie i tyleż żon urodziło mu dzieci. Rodzeństwo czuwając przy umierającym ojcu jednocześnie stara się przyjrzeć bliżej dziełu swego ojca i przodków, odkurza zaśniedziałe relacje i przygląda się na nowo miastu, o którym więcej za chwilę. Każdy z młodych Garrenów prezentuje inny typ osobowości, co w sumie nie dziwi, skoro są tylko przyrodnim rodzeństwem. Co ciekawe, nijak nie mogłam dojść, kto u licha był matką Alberta! A akurat Albert jest najmniej garrenowski z nich wszystkich, jest typem dusigrosza, bez artystycznej duszy, z sakiewką zamiast mózgu. Właśnie on najbardziej materialistycznie podchodzi do zaistniałej sytuacji: „znajduje” różne ciekawe i wartościowe przedmioty z myślą, aby potem wziąć je jako pamiątkę po ojcu. Rodzeństwo przyjmuje to w milczeniu, nie potępia go, ale i nie naśladuje. Bardziej zajęci są stagnacją, w której się znaleźli i dochodzą w końcu do momentu, kiedy po prostu chcą, aby sytuacja uległa jakiejkolwiek zmianie. A zmiana może być tylko na gorsze, bo przede wszystkim ojciec już nie chce żyć, nie chce patrzeć na obcych, którzy zadomowili się w „jego” mieście, objęli wszelkie ważniejsze urzędy, wyparli rdzennych mieszkańców z posad i z ulic.
Po traktacie w Trianon w 1920 roku Węgry straciły większą część swego terytorium na rzecz Czechosłowacji, Rumunii i Jugosławii (plus skrawki, które dostała Polska i Austria). Miasto, w którym urodził się i dorastał Márai, trafiło pod zarząd Czechosłowacji. Kassa (obecnie Koszyce) stała się pierwowzorem miasta Garrenów, jednakże Márai odrealnił je i uczynił bardziej abstrakcyjnym poprzez usytuowanie go nad morzem. Nie pada zresztą w powieściach ani razu nazwa Kassa, nie padają też przymiotniki: węgierski, czechosłowacki. Márai przeciwstawia mieszkańcom – obcych, nieproszonych i niechcianych, którzy wdarli się w spokojne życie tubylców i zachwiali ich poczuciem tożsamości. Gábor Garren wytrzymywał tę sytuację blisko dwadzieścia lat, podobnie jak inni, mając nadzieję, że jeszcze coś ulegnie zmianie, że miasto w końcu zostanie oczyszczone z obcych, ale wreszcie i on dochodzi do konkluzji, że przeszłość nie wróci. Próba powrotu do status quo sprzed wojny to mrzonka, która się nie ziści. Zmiany, do jakich doszło są nieodwracalne, podobnie jak nieodwracalna jest utrata dotychczasowej kultury i języka. Obcy narzucają swoją cywilizację, dominują nad mieszkańcami, relegują relikty przeszłości. I właśnie świadomość, że nie ma nadziei na powrót tego co było, doprowadza starego Garrena do choroby, a jego dzieci – do zastanowienia się nad tym, co pozostanie z dzieła ich ojca po jego śmierci.
Márai oscyluje na granicy baśni i realizmu, opowieść o Garrenach daje mu pretekst do zastanawiania się nad kondycją nie tylko jednego abstrakcyjnego miasta, ale też nad kondycją całej Europy, dominowanej po Wielkiej Wojnie przez kulturę amerykańską. Pytanie o tożsamość, które stawiał Márai przed kilkudziesięciu laty, nabrało jeszcze większego znaczenia po przyspieszeniu komercyjnego wpływu Ameryki na Europę. Właśnie kwestia europejskości i bycia Europejczykiem okazała się tak bardzo istotna w kolejnych częściach sagi, a słowa pisarza zaskakująco aktualne.
Polecam również teksty Teresy Worowskiej zamieszczone na końcu każdego tomu.
Moja ocena: 6

* * *

Márai Sándor; Zazdrośni;
(...) surowe i zazdrosne matki każą wkładać swoim dorastającym synom ubrania, z których wyrośli, i trzymają ich w pokojach dziecinnych, ponieważ nie potrafią się od nich oderwać i chciałyby ich ochronić przed książkami, sportem, kobietami, chorobami wenerycznymi i polityką; dlatego trzymają ich w tym specyficznym zamknięciu jak kobiety z afrykańskiego plemienia karłów, które chowają swoich mężczyzn w wielkich donicach.

Márai Sándor; Obcy;
(...) wiedział wreszcie, że w życiu liczyło się naprawdę tylko kilka gestów, uczynków i uczucia, które tym uczynkom towarzyszyły: kiedy człowiek zachował się odważnie i wreszcie czynił to, na co miał naprawdę ochotę i o czym zawsze wiedział, że daremnie od tego ucieka. Większość ludzi ucieka. Zawsze oznaczało to tylko tyle: trzeba było wypowiedzieć jakieś słowo lub wyciągnąć za kimś rękę – oznaczało chwilę, w której człowiek czuje, że coś przeskoczył. Ten skok, to słowo, ten gest jest sensem życia. Większość ludzi go nie poznaje.

Márai Sándor; Obcy;
Każdy człowiek umiera, kiedy zostanie w nim uszkodzone to, w co wierzy, co dla niego ważne, co stanowi jego godność i dzieło w świecie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz