środa, 12 lutego 2014

Delphine de Vigan „Ukryte godziny”

Delphine de Vigan, Ukryte godziny, Sonia Draga, Katowice 2010, 320 s.

Mathilde jest samotną matką trójki dzieci. Po śmierci męża przed ośmiu laty odzyskała równowagę w firmie, w której była cenionym pracownikiem, dopóki przełożony nie zaczął jej szykanować i odsuwać od pracy. Mimo to Mathilde codziennie rano wsiada kolejno do dwóch autobusów, potem do metra i przyjeżdża do firmy, gdzie już nikt niczego od niej oczekuje.
Thibault, lekarz pogotowia po trzydziestce, codziennie jeździ tam, gdzie dyspozytor zleci wizytę – tkwi godzinami w korkach, wlecze się za ciężarówką, szuka miejsca do zaparkowania, spotyka wielu ludzi, którzy prócz niego nikogo innego nie widują. Lepiej niż ktokolwiek inny zna drobne ludzkie dolegliwości i wielkie nieszczęścia, przytłaczające tempo życia miasta i ogrom królującej w nim samotności.
Czy tej dwójce samotnych ludzi uda się spotkać, czy tylko miną się w anonimowym wielkomiejskim tłumie?

Gdybym dawała tytuły recenzjom, tę zatytułowałabym „Na wskroś francuska powieść z iście francuskim końcem”. Ale jakoś nie potrafię wymyślać dobrych tytułów, zatem niech ten (sama mam wątpliwości czy jest chociażby znośny) służy za wprowadzenie w klimat powieści.
„Ukryte godziny” to opowieść o życiu. Nie ma tu intrygi, tajemnicy, romansu. De Vigan nie stara się skusić czytelnika rozrywką, odwrotnie – proponuje przyjrzenie się zwykłemu dniu dwojga zwykłych ludzi, ich codziennym kłopotom, troskom i anonimowości w wielkim mieście. Ukazuje czytelnikowi świat znajomy, czasami niewiarygodnie bliski, bo któż nie przeżywał chwil zwątpienia, samotności czy odrzucenia?
Podoba mi się język, jakim posługuje się autorka. I podobają mi się pytania, jakie stawia swoim bohaterom a przy okazji i czytelnikom. Jest w tej książce ukazana miłość w sposób niebanalny, w odniesieniu do przeszłości, rozliczenie się z tym, co było i co jest. Nie można porywać się na wielkie zmiany mając określone obowiązki i powinności. Można tylko dzień po dniu wypełniać je należycie.
Polecam. Tym bardziej że „Ukryte godziny” czyta się niby szybko, ale są chwile, kiedy lektura zwalnia, nadchodzi zastanowienie i zaduma.
Moja ocena: 6

* * *

Vigan Delphine de; Ukryte godziny;
W związku miłosnym jest pewien rodzaj wrodzonego niewyczerpanego okrucieństwa.

Vigan Delphine de; Ukryte godziny;
Pytania pojawiają się wtedy, gdy jest po wszystkim.

Vigan Delphine de; Ukryte godziny;
Być może związek uczuciowy sprowadza się do braku równowagi; gdy tylko czegoś chcemy, gdy na coś czekamy, już przegraliśmy.

2 komentarze:

  1. Przez moment myślałem, że będziesz na książkę narzekać, a jednak nie, szósteczka na koniec. Kiedyś ją chyba widziałem w jakiejś taniej księgarni, choć głowy za to nie dam. Tytuł i autorka zapamiętane, lubię takie historie, życiowe, ale nie banalne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ładnie to ująłeś! A książkę polecam :)

      Usuń